Interwencyjny skup jabłek miał pomóc, a pogrąża

Spółka Eskimos nie płaci rolnikom za skupione od nich jabłka, czytamy w "Pulsie Biznesu". Co dalej?

Przypomnijmy. 8 października 2018 r. ruszył skup jabłek w ramach pomocy polskim rolnikom. Miała je skupić  spółka Eskimos; łącznie - 0,5 mln ton jabłek. To ministerstwo rolnictwo poinformowało, że skupem zajmie się spółka Eskimos wraz z firmami współpracującymi. Spółka miała kupować jabłka na własny rachunek, ale z rządowymi gwarancjami.

Tymczasem, jak informuje "Puls Biznesu" skupujący jabłka twierdzą, że bankrutują, bo spółka Eskimos im nie zapłaciła, a sami pozaciągali kredyty, by zapłacić sadownikom. Słychać o pierwszym pozwie. Wśród wierzycieli są też przetwórnie.

- Do mnie zgłosiło się kilka firm, którym nie zapłacono kwot rozpoczynających się od kilkuset tysięcy w górę, ale wiem — choć już nie bezpośrednio — o wielu innych. Cała branża huczy. Będę podejmował ten temat na komisji rolnictwa i domagał się wyjaśnień — mówi cytowany przez "PB" Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł.

— Składam doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez ministra Ardanowskiego w zmowie z zarządem firmy Eskimos z tytułu art. 286 Kodeksu karnego - mówi Mirosław Drab z Dra-For. - Nie podpisałbym umowy z Eskimosem, gdyby nie publiczne deklaracje ministra odnośnie organizacji tego skupu. Nie dostałem pieniędzy za zrealizowany skup w grudniu i styczniu — dziś zadłużenie sięga 550 tys. zł. Niektórym sadownikom zapłaciłem wykorzystując kredyt firmowy, sam nie umiem odzyskać pieniędzy. Eskimos odsyła mnie do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), który ma blokować wypłatę pieniędzy [KOWR był gwarantem przedsięwzięcia, żeby BOŚ — o którym mowa dalej, mógł udzielić kredytu — red.]. KOWR odsyła mnie do banku BOŚ [który podpisywał umowę na kredytowanie skupu jabłek — red.] i twierdzi, że to bank blokuje dokumenty, a w banku usłyszałem, że nie jestem stroną w sprawie. Wiele razy już słyszałem, że będę mieć już na pewno pieniądze na koncie. Nie mam — podkreśla Mirosław Drab. Cały artykuł na ten temat w "Pulsie Biznesie" czytaj tutaj.

Jesienią Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, deklarował, że rząd podjął działania interwencyjne na rynku jabłek, aby "dramatycznie niska cena wynosząca 10, 12, 15 groszy za kilogram polskich jabłek" nie była dalej tolerowana.

Według polskich sadowników tania konkurencja ze Wschodu może wyprzeć z rynku polskie jabłka i soki, zagrożonych jest ponad 50 tys. miejsc pracy. Szczegóły tutaj.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.