Delikatesy na szczęście

Pijane sery, czyli leżakowane w whisky, wędliny spryskiwane prosecco, robione na miejscu ciasto na pizzę czy porchetta - oto niektóre ze specjałów dostępnych w delikatesach Portafortuna w Katowicach.

Portafortuna to po włosku talizman przynoszący szczęście. Nazwa i ukierunkowany na włoskie specjały  asortyment sklepu nie są oczywiście przypadkowe.

– Razem z rodziną jesteśmy wielbicielami Italii. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli gdzieś wyjeżdżamy, to tylko do Włoch – mówi Alicja Rymaszewska-Paszek, właścicielka sklepu. – Zawsze zwoziliśmy rodzinie i znajomym bagażniki pełne specjałów, postanowiliśmy więc umożliwić im, ale też innym italofilom, stały dostęp do tych smakowitości – wyjaśnia powód uruchomienia w lipcu 2017 r. delikatesów Portafortuna.

Bez żadnego doświadczenia w handlu właścicielka sklepu rzuciła się na głęboką wodę. Tym bardziej że nie zamierzała i nadal nie zamierza rezygnować z dotychczasowej pracy.
Pani Alicja działa w branży reklamowej – jest m.in. współautorką strategii reklamowych Katowic i innych miast.

Złoty środek
Kilka lat temu wypatrzyła wraz z mężem 100-letnią kamienicę. Kupili ją, a następnie remontowali przez trzy lata z myślą o uruchomieniu tu małego bistro. – Uwielbiam gotować, ale też smakować jedzenie, więc to był nasz naturalny kierunek – mówi pani Alicja. – Po różnorodnych szkoleniach okazało się jednak, że działalność gastronomiczna jest bardziej skomplikowana, niż nam się wydawało. Zaczęliśmy więc zastanawiać się nad tym, że jak nie bistro, to co – wspomina.

W tym czasie było już głośno o kłopotach finansowych sieci Alma, która zamknęła sklep w Katowicach, aż z czasem upadła. Z rynku docierały też głosy o nieciekawej sytuacji w kolejnej sieci delikatesowej – Piotrze i Pawle.

– Nagle okazało się, że w Katowicach nie ma gdzie kupić produktów delikatesowych! Postanowiliśmy więc tę lukę choć w części zagospodarować – wyjaśnia przedsiębiorczyni, która jednak nie mogła się pogodzić z porzuceniem planów o uruchomieniu małej gastronomii.

Znaleźli więc złoty środek: delikatesy włoskie z małym bistro. Do pomysłu podeszli z dużym profesjonalizmem: wynajęli lokalne biuro architektoniczne Czajkowski Kuźniak Architekci, którzy zaprojektowali sklep, ale też pomogli z wszelkimi formalnościami, np. z sanepidem.
Polecili również wykonawców różnorodnych prac, które potem nadzorowali, m.in. przy spawaniu wielofunkcyjnego stołu, który stanął na środku sali sprzedaży.

– Chcieliśmy stworzyć miejsce bez zadęcia. Takie, do którego można przyjść nie tylko na zakupy bardzo dobrych jakościowo produktów, ale także aby porozmawiać np. o słonecznej Italii, wymienić się przepisami kulinarnymi, a przy okazji zjeść coś na ciepło, pijąc przy tym wyśmienitą kawę – tłumaczy ideę lokalu Alicja Rymaszewska-Paszek.

Pomysł się przyjął. Średnio klienci spędzają w sklepie – który jest dość mały – pół godziny. Tu wszystkiego – z wyjątkiem alkoholu – można spróbować. – Degustacje to bardzo ważny element naszej działalności. Skąd klient ma wiedzieć, czy dany ser lub wędlina mu posmakują? Aby dobrać produkty do własnych smaków, trzeba próbować – uważa detalistka.
Zdaje sobie sprawę, że sprzedaje dość drogie produkty, więc aby klient nie zniechęcił się do nich dopiero w domu, może ich spróbować już w sklepie.

– Do nas można przyjść z przepisem na konkretne danie, a my skomponujemy wszystkie potrzebne składniki. Można też tu kupić pieczywo wypiekane na miejscu czy świeżo robione ciasto na pizzę oraz oczywiście dobrać do niego komponenty według własnego uznania – wymienia nasza rozmówczyni.

Z wyrabianym w Portafortuna ciastem na pizzę wiąże się ciekawa historia. Wydaje się, że zrobienie tego typu ciasta to łatwizna: mąka, drożdże, olej, sól i tyle. Tak, ale niezwykle ważne są proporcje oraz to, ile ciasto leżakuje. Praktykowany w delikatesach przepis stworzył Włoch Luigi, który w Las Vegas zdobył tytuł mistrza świata w robieniu pizzy. Według jego wytycznych drożdże rozpuszcza się w chłodnej wodzie, a ciasto po zrobieniu leżakuje minimum 12 godzin. W Portafortuna jedna porcja ciasta kosztuje 6,50 zł, na weekend sprzedaje się nawet 60 takich kulek.

Sprzedawca to doradcaOferta sklepu jest dość rozbudowana. Są tu importowane z Włoch wino, oliwy, wędliny, sery, makarony, marynaty
(oliwki, karczochy, pomidory itd.), przyprawy, słodycze i wiele innych przysmaków. Przy okazji robienia zakupów można też wziąć na wynos zupę dnia, np. krem truflowy, z karczochów czy pomidorową, podawane w kubkach na kawę latte. Są też grillowane kanapki, panini czy robione na miejscu sałatki.
Jest też kawa na wynos, wypalana we Włoszech, a każdy ze sprzedawców przeszedł szkolenie baristyczne z przygotowania wysokiej jakości napoju. – Było to dość kosztowne, ale niezwykle potrzebne. Dziś mamy klientów, którzy przychodzą do nas właśnie po kawę – mówi detalistka.

Sprzedawcy regularnie uczestniczą w szkoleniach m.in. u włoskich producentów. Jeżdżą też po polskich targach, na których są włoskie specjały. Ostatnio byli na dworze Sieraków w salonie degustacyjnym i odwiedzili targi HoReCa w Krakowie, które poskutkowały m.in. kolejnymi znajomościami z włoskimi wytwórcami.

– Nie oszczędzam na szkoleniach, sprzedawcy muszą wiedzieć, co sprzedają. Dzięki temu potrafią opowiedzieć o każdym gatunku sprzedawanych u nas serów czy wędlin, zasugerować, z jakimi innymi produktami świetnie się komponują – tłumaczy Alicja Rymaszewska-Paszek.
– Mamy zdegustowane już 80% naszych win, mimo to nie czujemy się wszystkowiedzącymi ekspertami. Jeśli klient jest innego zdania niż my, to go słuchamy i bierzemy pod uwagę jego propozycje – podkreśla.

Większość asortymentu w sklepie jest stała, ale część jest jedynie okazyjnie. Np. gdy w drodze do sklepu jest porchetta (prosiak) czy babba (babka piaskowa zalana rumem), właścicielka sklepu informuje o tym klientów w mediach społecznościowych. Jest w nich bardzo aktywna.

– Nawet gdy jesteśmy we Włoszech, to na bieżąco wrzucamy do sieci relacje z wyjazdów, polecamy produkty czy nawet restauracje, w których jedliśmy. Opowiadamy też o Włoszech, ich kulturze, zwyczajach, przedstawiamy też klientom producentów, z którymi współpracujemy – relacjonuje właścicielka delikatesów. Ostatnio wrzucili do sieci film o tym, jak powstaje wspomniana już babba.
W ciągu weekendu obejrzało go 3 tys. osób.

Poprzez media społecznościowe delikatesy informują klientów nie tylko o towarach, które już są w drodze, ale także o opóźnieniach w dostawie. Ostatnio Włochy nawiedziły intensywne opady deszczu, co poskutkowało zalaniem wielu dróg i odcięciem części miejscowości od pozostałych. Sytuacja pogodowa w Italii spowodowała też opóźnienia w dostawach niektórych produktów także do Polski. – Na szczęście mamy bardzo wyrozumiałych klientów – przyznaje detalistka.

Polska rodzina włoska
W Portafortuna zmiany w asortymencie wiążą się też z porami roku. Przygotowywane są oferty specjalne  związane ze świętami obchodzonymi we Włoszech i w Polsce. Co kilka miesięcy wprowadzana jest nowa oferta z  innego regionu Włoch.

Alicja Rymaszewska-Paszek przyznaje, że o ich sklepie wie już coraz więcej producentów i dystrybutorów włoskich specjałów. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie zgłosił się ze swoimi produktami do Portafortuny. Sklep nie ma zamkniętej listy dostawców, choć ma już sprawdzone grono wytwórców i importerów.

– Z wieloma z nich utrzymujemy nie tylko partnerskie relacje, ale już wprost przyjacielskie. Takie same relacje staramy się mieć z naszymi klientami – zaznacza przedsiębiorczyni.

Zdaje sobie sprawę, że rodzinnej atmosfery w sklepie nie udałoby się stworzyć, gdyby nie zaangażowanie całej rodziny. Pracuje więc tu jej mama (zajmuje się m.in. wypiekiem pieczywa), brat i jego przyjaciele. Czasem do Portafortuny przychodzi też babcia pani Alicji – zwykle aby posiedzieć, pogawędzić i wypić kawę.

– Rodzina i bliscy na miejscu dają mi poczucie komfortu. Nie wiem, czy zatrudniając osoby z zewnątrz, byłabym tak spokojna i mogłabym pozwolić sobie na działalność reklamową. Chyba jestem szczęściarą – uśmiecha się moja rozmówczyni, która dodaje, że połączenie sklepu z bistro okazało się strzałem w dziesiątkę. Pomysł poleca każdemu.

Obecnie planuje powiększenie sklepu, ponieważ powoli przestają się w nim mieścić produkty, które rodzina znajduje podczas podróży. A w przyszłości, kto wie, może uruchomi kolejne delikatesy pod szyldem Portafortuna...

SKLEP W LICZBACHPortafortuna
Adres: ul. Dworska 7/2, 40-584 Katowice
Powierzchnia: 35 mkw.
Koszyk zakupowy: od 50 zł
Liczba klientów: 50 dziennie
Godziny otwarcia: pn.-pt. 9-19, sb. 9-15

Katarzyna Pierzchała 2693 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }