Z wizytą w sieci: Cho No Tu

Jeszcze w ubiegłym roku mieli plan otwierania 10-12 sklepów rocznie. Realia związane z brakiem rąk do pracy zweryfikowały go i w tym roku sieć Cho No Tu urośnie o 3-4 sklepy.

Spółka Gminne Składy, do której należy m.in. sieć sklepów Cho No Tu, działa od 2000 r., kiedy to z powodu likwidacji Gminnej Spółdzielni w Opalenicy przeniesiony został aportem cały jej  majątek. Spółka przejęła wówczas 19 sklepów spożywczych. 
 
Każdy z nich nosił niepowtarzalną nazwę, charakterystyczną dla lokalizacji, np. Bułeczka, bo przy piekarni i ciastkarni, Na Zakręcie – bo przy zakręcie drogi, czy Piątka, która działała przy ul. 5 Stycznia. 
 
W 2009 r. zarządzający sklepami wybudowali nową placówkę i nazwali ją swojsko Cho No Tu. – Nazwa zrobiła furorę w społeczności lokalnej i nie tylko. Nawet Maciej Orłoś mówił o niej w „Teleexpresie” – wspomina Piotr Wojciechowski, prezes zarządu spółki Gminne Składy. Rok później wszystkie sklepy przemianowano na Cho No Tu, tworząc jednolitą sieć. – Nazwę mamy opatentowaną – dodaje Wojciechowski, który co i rusz podkreśla rodzinne handlowe tradycje.  
 
Od 1982 r. jego ojciec Henryk Wojciechowski był prezesem Gminnej Spółdzielni, która przekształciła się później w Gminne Składy. Syn dołączył do firmy w 2006 r. jako wiceprezes, po 8-letnim doświadczeniu w koncernie Coca-Cola. Po sześciu latach awansował i od listopada 2012 r. pełni funkcję prezesa zarządu, a emerytowany ojciec wspiera go czynnie w roli przewodniczącego rady nadzorczej.
 
Tylko system agencyjny
Sieć operuje głównie w województwie wielkopolskim. Dwa lata temu operator otworzył jednak sklep w Dąbrówce Wielkopolskiej – choć nazwa wskazuje na Wielkopolskę, miejscowość ta leży w województwie lubuskim. 
 
Obecnie Cho No Tu liczy 47 sklepów – zdecydowana większość jest własnością spółki, z czego osiem z nich nich jest prowadzonych bezpośrednio przez Gminne Składy. Reszta placówek jest dzierżawiona na podstawie długoletnich umów. 
 
Wojciechowski stawia teraz na rozwój sieci w systemie agencyjnym. – Myślę, że w najbliższym czasie nie zostanie nam już żaden sklep do bezpośredniego zarządzania, a wszystkie prowadzone będą w agencji – ujawnia prezes sieci.
 
Proponowany przez niego system współpracy polega na tym, że sklep prowadzony jest przez agenta, który zatrudnia ludzi i pilnuje kosztów związanych z daną placówką. Gminne Składy są natomiast właścicielem towaru oraz kas fiskalnych. 
 
– Nasza księgowość wylicza marżę, którą wygenerował dany sklep w miesiącu, i tą marżą na podstawie umowy dzielimy się z agentem. Ten z kolei musi przestrzegać w 100 proc. wszystkich umów, które podpisujemy z producentami – wyjaśnia prezes firmy. Zastrzega, że to zarząd spółki decyduje o wyborze agenta – powinna to być zaufana i lojalna osoba, która wcześniej była związana z firmą. – Nie przyjmujemy nikogo z zewnątrz – podkreśla Wojciechowski.
 
Nowe realia
Większość, bo 39 sklepów sieci zlokalizowanych jest w małych wioskach. – I tylko w takich miejscowościach zamierzamy się rozwijać – podkreśla Wojciechowski. Jest też kilka zlokalizowanych przy drogach krajowych czy wojewódzkich, gdzie grono klientów regularnie zwiększają przejeżdżający kierowcy. 
 
Jeszcze w 2017 r. prezes zakładał otwieranie 10-12 sklepów rocznie. Nowe realia związane z brakiem rąk do pracy zweryfikowały jednak te plany. – W tym roku otworzymy 3, 4 sklepy – przyznaje. – Długoterminowy plan zakłada posiadanie 100 sklepów, ale zobaczymy, co będzie się działo na rynku detalicznym, na którym zachodzą ostatnio bardzo dynamiczne procesy – dodaje.
 
Ma tu na myśli m.in. sieć Dino. – Zaczęła ona otwierać teraz sklepy w takich miejscowościach, gdzie nigdy nie przypuszczałbym, że może powstać market. Dla mnie jest to projekt ekonomicznie nieuzasadniony, ale widocznie ktoś wyliczył, że mu się to opłaca – mówi Wojciechowski.
 
Weryfikacji uległy również wcześniejsze plany kupowania działek i budowania na nich od podstaw sklepów. Na razie powstał jeden taki sklep. Prezes tłumaczy, że czas od zakupu działki do uzyskania pozwoleń na budowę i wybudowanie to mniej więcej dwa lata. Jest to dla operatora zbyt długi okres, dlatego obecnie woli przejmować istniejące sklepy lub kupować nieruchomości, które może przekształcić na sklep. – Oczywiście, jeżeli nie będzie innego wyjścia, wówczas będziemy kupować grunty – nie wyklucza Wojciechowski.
 
Papierosy są najważniejsze
Powierzchnie sali sprzedaży w większości sklepów Cho No Tu mają od 50 do 70 mkw. Jest też kilka większych (ok. 100 mkw.), które są samoobsługowe. Mniejsze placówki działają w systemie mieszanym – część towaru jest dostępna w samoobsłudze, natomiast mięso i wędliny oraz artykuły wartościowe, takie jak alkohol czy papierosy, podaje sprzedawca.
 
W sklepach jest średnio około 4-5 tys. SKU. Największą kategorię pod względem sprzedaży stanowią papierosy, ale ze względu na bardzo niskie marże na tych produktach operator systematycznie obniża jej wartość. Podnosi natomiast znaczenie kategorii produktów świeżych, m.in. owoców, warzyw, mięs, ryb.
 
Spora część asortymentu pochodzi z hurtowni PHUP Gniezno, która jest kluczowym partnerem biznesowym Gminnych Składów. Ale niejedynym. Do pozostałych kluczowych dostawców zaliczają się takie firmy, jak: Tabo, Eurocash (Premium alkohole), Dr Leks (chemia), Nordis (lody), Artek (mięso i wędliny), Augusto (mrożonki, ryby).
 
Sklepy Cho No Tu zaprzeczają stereotypowi nienowoczesnej wizualnie wiejskiej placówki. Wszystkie objęte są programem informatycznym PC Market, obowiązują w nich jednolite standardy wizualne, we wszystkich można płacić kartą, a także wypłacać gotówkę. Doładowania telefonu to też już standard.
 
Sieć wydaje gazetkę promocyjną średnio raz na miesiąc, z dwutygodniowym terminem obowiązywania przedstawionej w niej oferty. Nakład to 14 tys. egzemplarzy, który jest dystrybuowany przez Pocztę Polską do mieszkańców tych miejscowości, gdzie działają sklepy Cho No Tu. Sieć posiłkuje się jeszcze plakatami z promocyjnymi cenami. 
 
– Wcześniej byłem sceptycznie nastawiony do tych nośników informacji, ale od kiedy zaczęliśmy wydawać gazetki, a minęło już sześć lat, widać jak bardzo się myliłem – przyznaje prezes Wojciechowski.
Teraz uważa, że gazetki przyciągają dodatkowo wielu klientów chcących kupić coś w promocji, a przy okazji jest to znakomita forma reklamy zarówno dla sieci, jak i producentów. 
 
Sukcesja to poważny problem
Prezes Wojciechowski nie widzi zbyt jasnej przyszłości przed małymi sklepami, w tym niezrzeszonymi. – W dzisiejszych czasach tak naprawdę liczy się, kto kupuje towar od producentów i jak płaci – uważa. – Niestety, pojedyncze placówki działające nawet pod egidą sieci franczyzowej mają dodatkowy problem. Jest on związany z dalszą sukcesją ich firm – dzieci nie chcą pracować od rana do nocy przez cały tydzień jak ich rodzice, a – niestety – na tym polega handel – zauważa.
 
Przyznaje, że otrzymuje oferty zakupu Cho No Tu, także przyłączenia się do innych sieci franczyzowych. – Jak na razie nie wyobrażam sobie, że dziecko, które poniekąd stworzyłem, mógłbym oddać w inne ręce – nie ukrywa. – A poza tym jestem jeszcze zbyt młody, żeby cieszyć się tylko podróżami i wypoczynkiem. Prowadzenie sieci sprawia mi ogromną satysfakcję i jest moją pasją. I niech tak pozostanie – podsumowuje. 

SIEĆ W LICZBACH
Cho No Tu
Adres centrali: ul. Nowotomyska 33, 64-330 Opalenica
Liczba sklepów: 47
Średnia powierzchnia sklepu: 50-70 mkw.
Zasięg: Wielkopolska
 
Katarzyna Pierzchała 2302 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }