40 milionów konsumentów na wyciągnięcie ręki

W Polsce, Rumunii czy na Węgrzech nasycenie sklepami online jest wciąż bardzo niskie - cztery razy mniejsze niż np. w Niemczech. A to oznacza olbrzymi potencjał, czyli prawie 40 mln niekupujących jeszcze przez internet konsumentów.

Małe nasycenie sklepami online oraz stosunkowo niewielka aktywność międzynarodowych gigantów e-commerce na rynkach sąsiadujących z Polską sprawia, że mogą stać się one naturalnym kierunkiem ekspansji dla rodzimego e-commerce. Z danych PayU wynika, że obecnie jedynie około 7 proc. sprzedaży transgranicznej polskich sklepów internetowych jest kierowane do krajów ościennych z Europy Środkowej. Zdecydowana większość e-przedsiębiorców eksportuje przede wszystkim na Zachód – aż 35 proc. wysyłanych zagranicę towarów trafia do Wielkiej Brytanii i Niemiec.

- W najbliższych latach będziemy świadkami rywalizacji o niemal 40 mln niekupujących jeszcze przez internet, konsumentów z Polski, Czech, Rumunii, Słowacji i Węgier. Polski e-commerce ze świetnym zapleczem technologicznym oraz wieloma dojrzałymi sklepami online ma wszelkie zasoby, by zagospodarować tę grupę - mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, country manager PayU w Polsce.

Polska, Czechy, Rumunia, Węgry i Słowacja tworzą też jeden z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. Według prognoz, do 2021 r. zwiększy się on o kilkadziesiąt procent w każdym z tych krajów (w stosunku do 2016 r.). W Rumunii jego wartość ma się praktycznie podwoić (96 proc.), na Węgrzech wrosnąć o 70 proc., na Słowacji o 58 proc., a w Czechach o 42 proc. Polski e-commerce w 2017 r. wart był 5,92 mld euro (wzrost o 11 proc. w stosunku do 2016 r.), a do 2021 r. ma się zwiększyć o 65 proc. - do 8,73 mld euro.

Nisze do zagospodarowania

Rywalizacja na rynkach Europy Środkowej będzie dużo łatwiejsza, niż na zachodnich, ze względu na mniejszą konkurencję. W Rumunii i na Węgrzech przypada czterokrotnie mniej sklepów internetowych na mieszkańca niż w Niemczach czy Wielkiej Brytanii. Wyjątkiem są Czechy, gdzie rynek jest bardziej nasycony, niż na Zachodzie.

Ze względu na mniejszą liczbę sklepów internetowych konsumenci w CE i Rumunii mają dostęp do stosunkowo węższego asortymentu, co może stanowić szansę dla polskich przedsiębiorców na szybszy rozwój transgraniczny – zarówno tych oferujących produkty popularne (mainstreamowe), jak i wyspecjalizowane czy niszowe.

Boom w CE i Rumunii, na Zachodzie bez zmian

W krajach Europy Zachodniej liczba klientów kupujących online stopniowo osiąga naturalne limity. W zeszłym roku wzrosła jedynie o 1 proc. w Wielkiej Brytanii, a w Niemczech nieznacznie spadła. W Europie Środkowej i krajach bałkańskich tendencja jest zupełnie odwrotna. Stosunkowo mała liczba kupujących online przekłada się na jej skokowe roczne wzrosty: w Rumunii o 1/3 (do 16 proc.), a w Czechach o 1/5 (do 56 proc.). Wchodzący na rynek e-klienci nie mają sprecyzowanych preferencji i przyzwyczajeń zakupowych, warto więc do nich skierować ofertę i zawalczyć o ich lojalność.

Jak wynika z danych PayU, konsumenci z krajów ościennych oraz Rumunii są również atrakcyjni pod względem wartości koszyków zakupowych. Węgrzy, Rumunii i Słowacy wydają na jednorazowe zakupy online średnio 54,13 euro – to o 40 proc. więcej niż Polacy, których średnia wartość koszyka wynosi ok. 32,37 euro.

Opracowanie powstało na podstawie danych z następujących źródeł: PayU, Eurostat, Statista, APEK, Bisnode, Export.gov, GPeC, Ecommerce News.

 

 

 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }