Pracownik z zagranicy czy Polak?

Na brak rąk do pracy narzeka wiele branż, bezrobocie w Polsce jest najniższe od niemal trzech dekad, a na ulicach coraz więcej pracujących Hindusów czy Pakistańczyków.

Zdjęcie: najwięcej pozwoleń na pracę w Polsce dostają zagraniczni robotnicy i rzemieślnicy.

Zdaniem głównego analityka Gerda Broker Romana Przasnyskiego, Polska jest jednym z krajów najsilniej przyciągających obcokrajowców do pracy, nie stara się natomiast aktywizować własnych, biernych zawodowo obywateli.

- Z informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w Polsce pracuje około 1,5 mln obywateli innych państw, a resort zastanawia się nad wprowadzeniem udogodnień dla imigrantów z większej liczby krajów, między innymi z Filipin i Wietnamu, a być może nawet z Nepalu - pisze analityk.

Tylko w 2017 r. wydano pozwolenia na pracę 235,6 tysiącom cudzoziemców, czyli każdego dnia (wliczając w to weekendy i święta) średnio uprawniano do pracy nad Wisłą 645 osób. Najwięcej dotyczyło obywateli Ukrainy i Białorusi, ale w naszym kraju przybyło też zarobkujących Nepalczyków (ponad 7 tys.), Hindusów (prawie 4 tys.), Uzbeków (1,4 tys.) czy Turków (1,2 tys.). Planowane jest też wydłużenie okresu, w którym obywatele kilku krajów zza naszej wschodniej granicy mogą pracować bez pozwolenia z 6 do 18 miesięcy.

- Oceniając sytuację na rynku pracy, a w szczególności narastające bariery związane z niedoborem rąk do pracy oraz długofalowe niekorzystne tendencje demograficzne, groźne nie tylko z punktu widzenia wydolności systemu emerytalnego, ale także perspektyw rozwoju całej gospodarki, warto jednak zwrócić uwagę na istniejące wciąż bardzo duże zasoby potencjalnych pracowników w populacji kraju - zauważa Przasnyski.

Powołuje się na Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, prowadzone przez GUS, według których na koniec pierwszego kwartału ludność aktywna zawodowo w wieku minimum 15 lat liczyła nieco ponad 17 mln, z czego 16,5 mln stanowili pracujący, a 710 tys. bezrobotni, do których według tej metodologii zalicza się osoby aktywnie poszukujące pracy i gotowe ją podjąć. Jednak mimo rekordowo niskiego bezrobocia w Polsce (5,9 proc. w czerwcu, najmniej od listopada 1990 roku), wciąż pozostają obszary, na których bezrobocie jest znacznie wyższe. W województwie warmińsko-mazurskim jest to 10 proc., a w niektórych podregionach jeszcze wyższe, np. w okolicach Szczecinka, Włocławka, Inowrocławia, Ełku czy Radomia.

Dodatkowo bierna zawodowo pozostaje olbrzymia rzesza 13,3 mln osób, co oznacza, że na 1000 osób pracujących przypadało 864 osób biernych zawodowo.

- Przyjmując unijne kryteria (15-64 lata), w wieku produkcyjnym mamy ponad 7,3 mln osób, według naszej definicji (18-59/64 lat) zasób liczy ponad 5,2 mln osób. Gdyby z tej mniejszej liczby udało się zaktywizować choćby 10 proc., czyli 520 tys. osób, zniknąłby problem szacowanej na 425 tys. liczby wolnych miejsc pracy - przekonuje główny analityk Gerda Broker.

Magdalena Weiss 3268 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.