Rynek nalewek na rozstaju dróg

Od dłuższego czasu trwa boom na nalewki. Popularność zyskują zarówno tradycyjne smaki, jak i zupełnie niecodzienne wersje alkoholi. Na przeszkodzie dalszego wzrostu tego rynku stoją jednak obowiązujące przepisy.

Rozchwytywane są nalewki wiśniowe, te produkowane ze śliwek, czy też z aronii, która jest hitem eksportowym Polski - nasz kraj odpowiada za 90 proc. światowego zbioru tych owoców.

Oprócz tych dobrze znanych smaków duża estymą cieszą się również mniej tradycyjne wyroby, takie jak nalewki z sosny, berberysu czy rokitnika.

Kilka lat temu segment alkoholi smakowych stanowił 5,4-proc. udziału w całym polskim rynku spirytusowym, wynikało z raportu KPMG. Łączna sprzedaż nalewek, likierów oraz smakowych napojów spirytusowych wyniosła wtedy średnio 2,2 mld zł. Można przyjąć, że dzisiaj kawałek tego tortu jest jeszcze większy. Nalewki stają się popularne zwłaszcza w sezonie letnim, gdy konsumenci wolą sięgać po lżejsze trunki. W dodatku właśnie wtedy rozpoczyna się sezon na większość gatunków owoców, co przekłada się na zakup alkoholu w ulubionych smakach. Niestety segment nalewek mimo sporych perspektyw rozwojowych posiada również pewne ograniczenia

Przepisy utrudniają produkcję

Produkcji nalewek towarzyszą restrykcyjne przepisy, które powodują, że wiele alkoholi smakowych wyrabianych jest w domowych warunkach, bez odpowiednich uprawnień, a dalej sprzedawanych bez koncesji. Urzędnicy od kilku lat toczą zażartą walkę z tym procederem. Szeroki echem w mediach odbiła się niedawna akcja funkcjonariuszy Izby Celnej z Przemyśla, którzy odwiedzili V Dzikowski Festiwal Nalewek w Tarnobrzegu na godzinę przed jego rozpoczęciem i zabronili sprzedaży nalewek wystawcom, którzy nie mieli opłaconej akcyzy. Za sprawą ich interwencji na festynie poświęconym w głównej mierze tym właśnie alkoholom, ich liczba gwałtownie spadła. – Prawo jest równe dla wszystkich. Ustawa dotycząca produkcji, przetwarzania i sprzedaży nakłada wymogi na podmioty produkujące i sprzedające alkohol bez względu na skalę. Opłacenie akcyzy jest obowiązkiem każdego kto chce sprzedawać alkohol – twierdzi Adam Zniszczyński, managing director w firmie Nalevka Polska, producent popularnych nalewek marki SEN.

Tak szczegółowe restrykcje mogą wzbudzać niezadowolenie, jednak zapobiegają wprowadzeniu na rynek alkoholi, które mogą zaszkodzić naszemu zdrowiu. Konsumenci widząc odpowiednie oznakowanie alkoholu mają pewność, że produkt spełnia określone normy spożywcze. Niesie to ze sobą jeszcze jedną zaletę, której większość osób nie zauważa. Wyśrubowane przepisy chronią rynek przed nadmiernym napływem zagranicznych wyrobów. Nie tylko Polacy potrafią produkować alkohol na własny użytek. Jest to bardzo popularne za naszą wschodnią granicą i w krajach Skandynawskich. Bez regulacji prawnych mali, regionalni producenci na pewno zyskaliby na znaczeniu. Jednak nie ma gwarancji, że byliby to wyłącznie polscy producenci.

Ministerstwo wyciągnie pomocną dłoń?

W Polsce legalnie mogą być sprzedawane tylko wyroby alkoholowe z polskimi znakami akcyzy. Dodatkowym utrudnieniem dla producentów jest brak możliwości przeprowadzenia degustacji ich własnych alkoholi podczas imprez plenerowych. I nie ma znaczenia, że jest ona bezpłatna, a oferowany trunek to nalewki często domowej receptury. Na szczęście w tym ciemnym tunelu dostrzegalne są pojedyncze promienie światła, a wszystko za sprawą ostatnich doniesień z Ministerstwa Rolnictwa.

Nowy szef resortu, Jan Krzysztof Ardanowski zapowiada, że produkcja przez rolników destylatów i okowit oraz nalewek powinna być zalegalizowana. Tak jak ma to miejsce w wielu krajach Unii Europejskiej. Nowy członek rady ministrów utrzymywał takie stanowisko gdy jeszcze pełnił rolę posła. Nie jest to więc spontaniczna decyzja, tylko przemyślane działania poparte pracami w eksperckich komisjach. Resort docenia turystyczną i promocyjną wagę lokalnych wyrobów alkoholowych. Nalewki w Polsce mogą pełnić taką samą funkcję, jak whisky w Szkocji czy bourbon we Francji.

– Tradycyjny, lokalny, nie spotykamy nigdzie indziej alkohol to jedne z najczęściej kupowanych przez nas prezentów podczas wycieczek zagranicznych. Każdy kto posiada w domu barek wypełniony różnorodnymi alkoholami, chciałby dołączyć do kolekcji wyjątkowe i wysokie jakościowo nalewki produkowane w Polsce. To świetny sposób na oddolną, szeroką promocję naszego kraju i jego poszczególnych regionów - dodaje Adam Zniszczyński. 

Na drodze do popularyzacji nalewek pojawia się jednak kolejna przeszkoda. Akcyza zawarta w cenie 0,5 litra napoju spirytusowego (40 proc. alkoholu) od małego producenta nalewek jest 36 razy większa niż akcyza zawarta w cenie 0,5 litrowej butelki piwa (4 proc. alkoholu). Tak duża dysproporcja i nadmierne obciążenie akcyzą napojów spirytusowych jest jednym z głównych czynników, hamujących rozwój regionalnych alkoholi, a przecież - wedle uczestników rynku nalewek - mogłyby one szansę stać się wizytówką poszczególnych regionów Polski.

 

 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }