Wolne niedziele: skutki po pierwszym kwartale

Chaos wśród klientów, straty małych przedsiębiorców działających w centrach handlowych oraz przerzucenie na zarządzających galeriami obowiązku informacyjnego o niedzielach handlowych bądź nie - oto podsumowanie pierwszego kwartału obowiązywania zakazu handlu w niedziele.

Na zdjęciu: posłanka Nowoczesnej Paulina Hennig-Kloska

Tego typu wnioski padły na spotkaniu zorganizowanym 21 czerwca w Sejmie przez partię Nowoczesna. Przybyli na nie nie tylko politycy tego ugrupowania, ale przede wszystkim organizacji handlowych, a także przedstawiciel związku zawodowego „Solidarność”, który był inicjatorem wprowadzenia ograniczenia handlu w niedziele.

I tak według Renaty Juszkiewicz, prezesa zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji wprowadzona ustawa wprowadziła ogromny chaos wśród klientów, którzy nie wiedzą w które niedziele mogą zrobić zakupy. Poskutkowało to koniecznością akcji informacyjnych o godzinach otwarć sklepów, co pociąga za sobą niemałe koszty.

- To jakieś kuriozum, że zostaliśmy zmuszeni do informowania o tym. Rządzący przerzucili na nas ten obowiązek informacyjny – uważa Juszkiewcz. - Kuriozum jest tym większe, że od nowego roku znów będą zmiany w kalendarzu niedziel handlowych, więc pieniądze te tak naprawdę są wyrzucaniem ich w błoto – argumentowała.

Zgodził się z nią Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych. - Pieniądze te moglibyśmy wydać np. na akcje charytatywne czy organizację imprez edukacyjno-kulturalno-sportowych w centrach handlowych, których powinniśmy przeprowadzać coraz więcej, żeby przyciągnąć jak najwięcej klientów do galerii w tygodniu po to, aby zrekompensować najemcom straty związane z niehandlowymi niedzielami - przekonywał.

Renata Juszkiewicz przewiduje, że przy utrzymaniu niehandlowych niedziel sieci handlowe będą ciąć koszty, co niekorzystnie odbije się też na pracownikach. - Pracownik nie pracuje, a my musimy mu za to płacić. Czemu? - zastanawiała się.

Kolejny negatywny skutek wprowadzonej w marcu br. ustawy: spadek zysków mikroprzedsiębiorców i gastronomii operujących w centrach handlowych. - Co z tego, że galerie są otwarte w niehandlowe niedziele, jeśli nie ma klientów? Mało komu opłaca się otworzyć wtedy kwiaciarnię czy bar, ponieważ koszty ich otwarcia w niedziele nie zostaną zrekompensowane zarobkami – tłumaczył Knap. Z tego względu wiele centrów handlowych pozostaje zamknięte w niehandlowe niedziele.

Straty notują też zarządzający centrami, którzy opłacają prąd czy ochroniarzy również w dni niepracujące, mimo zamknięcia obiektu. - Klimatyzacja czy ogrzewanie muszą przecież chodzić cały czas. Poza tym np. ochroniarzom czy strażakom też należy się niedziela z rodziną. Dlaczego oni muszą pracować a część pracowników handlu jest pod ochroną i została zwolniona z tego obowiązku – pytali.

Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC, członek Rady Dialogu Społecznego wskazał na kolejny negatywny skutek wprowadzonej ustawy: odebranie możliwości zarobkowania osobom, które mogą pracować tylko w niedziele. - Nie myślę tu tylko o studentach, ale też o seniorach, którzy w tygodniu mają inne zajęcia – mówił.

Mateusz Warchał, ekspert NSZZ „Solidarność”, autor pierwszego projektu ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, przekonywał, że związkowcy są świadomi, że obecnie obowiązujące prawo jest dalekie od tych założeń, które proponowali. Jego zdaniem wiele luk prawnych rodzi okazje do nadużyć, dlatego też na przyszłotygodniowym spotkaniu z przedstawicielami rządu RP będą wnioskować o nowelizację ustawy.

- Chcemy doprecyzować kwestie odrębności budynków, placówek pocztowych w sklepach czy wydłużyć dobę pracowniczą z soboty na niedziele – wymieniał Warchał. - Nie widzimy bowiem konieczności działania wielkich sklepów w soboty nawet do godziny 23 czy 24. Zarządzający nimi zmuszają pracowników do pracy, mimo że tej pracy nie ma. Trzeba to zmienić – podkreślał.

Obecna na spotkaniu posłanka Nowoczesnej Paulina Hennig-Kloska przyznała, że obecnie wśród rządzących nie ma woli politycznej, aby znieść ograniczenie handlu w niedziele. Jej zdaniem ustawa powinna nazywać się ustawą o ograniczeniu wzrostu gospodarczego.

Zebrała za to gromkie brawa. Uczestnicy spotkania alarmowali też, że zakaz handlu w niedziele niekorzystnie już niedługo odbije się na finansach państwa z uwagi na mniejsze wpływy z podatków VAT. - Zobaczymy wtedy czym rządzący uzupełnią tę lukę? Kolejnym wprowadzonym pokątnie podatkiem? - zastanawiali się.

Wszyscy zapowiadają dalszy monitoring skutków ograniczenia handlu w niedziele.

Katarzyna Pierzchała 2174 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }