W poszukiwaniu polskiego wina, czyli Winnica Wieliczka

Tropem wciąż popularnej frazy "Cudze chwalicie, Swego nie znacie, Sami nie wiecie, Co posiadacie", prezentujemy kolejną polską winnicę. Tym razem z Wieliczki.

Po Winnicy Płochockich przedstawiamy następną rodzimą firmę zajmującą się produkcją wina.

Winnica Wieliczka należąca do Agnieszki Rousseau i Piotra Jaskóły powstała w 2013 r. Znajduje się 3 km od Wieliczki i 10 km od Krakowa; jest jednym z nielicznych gospodarstw z uprawą biodynamiczną.

Krzewy winorośli uprawiane są bez użycia chemicznych środków ochrony roślin, a o ich bezpieczeństwo dba sama natura. Winoroślom towarzyszy sad ze starymi odmianami jabłek, gruszek, śliwek, wiśni i czereśni. Rośnie tu również len, rzepak, słonecznik, gryka, koniczyna, gorczyca oraz liczne zioła. Sami winiarze tłumaczą, że ich wina są pełne, długie, odzwierciedlające potencjał siedliska oraz nadają się do długiego dojrzewania. Doświadczenie winiarzy idzie w parze z ich wykształceniem. Agnieszka Rousseau ma za sobą gruntowne wykształcenie enologiczne. Jej wiedzę teoretyczną przypieczętował dyplom National d’Oenologie na Uniwersytecie Montpellier I we Francji. Praktyczne umiejętności zdobywała zaś między innymi w winnicach i winiarniach we Francji, w Nowej Zelandii, Szwajcarii, Australii, Rumunii, Rosji, Indiach. 

Winiarze przyznają, że zajmują się produkcją wina na trzy etaty. Pomimo pełnego pasji zaangażowania egzekwowanie płatności od klientów kładzie się cieniem na ich pracy, ale – jak mówią – tak wygląda smutna rzeczywistość polskiego biznesu. Przekonanie większości Polaków, że za granicą wszystko jest lepszej jakości niż w kraju, też nie pomaga. Sytuację komplikuje także niskie spożycie wina na głowę.

Mówiąc o przyszłości polskiej branży winiarskiej, Rousseau i Jaskóła zwracają uwagę na potrzebę dalszej edukacji zarówno konsumentów, jak i winiarzy. Jednocześnie przyznają, że poziom jakości polskich win wzrasta, ale wciąż jest nierówny. Obok siebie są wina na światowym poziomie i bardzo mierne. 

W Winnicy Wieliczka tworzone są nie tylko wina, ale również cydry i naturalne kosmetyki na bazie wina i surowych olejów.

  • Położenie winnicy: Pawlikowice 1a, 32-020 Wieliczka
  • Powierzchnia: 15 ha
  • Krótka charakterystyka terroir: południowy stok na Pogórzu Wielickim, źródlisko rzeki Wilgi
  • Roczna produkcja: 100 hl
  • Uprawiane szczepy: chardonnay, riesling, pinot noir, merlot i w mniejszych ilościach: sauvignon blanc, muscat ottonel, grüner veltliner, cabernet sauvignon, cabernet franc
  • Najważniejsze nagrody: wina nie były jeszcze wysyłane na znaczące konkursy; zostały jednak pochwalone przez Warrena Winiarskiego czy przez Jancis Robinson w „The Financial Times”

Okiem eksperta

Polskim winnicom przygląda się Patrycja Siwiec (na zdjęciu), dziennikarka działu Wino w „Food Service”, absolwentka Wine & Spirit Education Trust.

„Ale kwasior!” Tak, często niesprawiedliwie, ocenia się polskie wina. Słowem na „k” opisuje się tzw. zieloną kwasowość, która na szczęście coraz rzadziej występuje w rodzimych trunkach. „W Polsce jest za zimno, by móc uprawiać winorośle, z których powstaną jakościowe wina” – to kolejny krzywdzący, ale popularny stereotyp. Czy polskie wina są wobec tego pijalne? Oczywiście, że tak. Zobaczmy, dlaczego warto ich spróbować. Na korzyść polskich win przemawia coraz większe doświadczenie naszych winiarzy, którzy do produkcji podchodzą coraz bardziej profesjonalnie i systemowo. Wraz z windowaniem umiejętności technicznych i poziomu edukacji w górę idą także średnie roczne temperatury.

W czasach kiedy w związku z globalnym ociepleniem ekologowie drżą o przyszłość planety, polscy winiarze zacierają ręce. Stopniowe ocieplanie się klimatu jest szansą dla polskiego winiarstwa. Dlatego przyjrzymy się tematowi polskiego wina. To nie tyle kwestia mody, ile liczb. A te mówią same za siebie. Można powiedzieć, że rynek win polskich stopniowo osiąga dojrzałość. W 2000 r. zarejestrowano 24 winnice. Dziś mamy do czynienia z dojrzałym 18-latkiem z 364 winnicami na koncie. Łączna powierzchnia wszystkich winnic stanowi prawie pół tysiąca hektarów (dane na koniec 2017 r. to: 454,59 ha). Polskie wino przestało być niszowym produktem, którego można posmakować jedynie przy okazji odwiedzania winnicy. Można je kupić w coraz większej liczbie sklepów, jest widoczne w wielu polskich restauracjach i hotelach, nie tyle jako ciekawostka dla zbłąkanego zagranicznego turysty, ile jako pełnoprawny produkt obok innych światowych etykiet.

Nie tak dawno, bo w październiku 2017 r., Polskę odwiedził Warren Winiarski. Światowej sławy winiarz, którego Stag’s Leap Cabernet Sauvignon 1973 zwyciężyło w legendarnej Degustacji Paryskiej w 1976 r. W rozmowie z „Food Service” porównywał aktualną sytuację polskiego winiarstwa do tego, co działo się w Kalifornii 40 lat temu: „Wyniki Degustacji Paryskiej pokazały, że słońce świeci nie tylko na francuskie winnice. Ziemia to ogromna przestrzeń i słońce pada na nią całą”.

Pogoda nie jest jednak jedynym czynnikiem determinującym jakość wina. Potencjał w dużym stopniu określony jest przez ziemię, co potwierdzają kulisy kupna działki pod winnicę przez Winiarskiego, który do dziś śmieje się z tego, że przerobił sad śliwkowy na winnicę. „Wypatrywanie ziemi jest jak poszukiwanie złota – nie wiesz, co znajdziesz, dopóki nie zaczniesz kopać” – tłumaczył winiarz. My rozpoczynamy poszukiwanie najciekawszych winnic i producentów polskiego wina. Oczywiście, gdy piszemy te słowa, słyszymy dźwięczące w uszach pytanie: ale co z ceną polskich win? No tak... powiedzmy to sobie wyraźnie: polskie wina nigdy nie będą konkurować cenami ze światowymi gigantami. Po pierwsze, ze względu na wydajność upraw z hektara – gros stanowią butikowe produkcje (prawie 75 proc. wszystkich winnic ma powierzchnię poniżej 1 ha), a po drugie, przez wzgląd chociażby na koszty pracy. Nie bójmy się jednak pić polskiego wina, bo jak widać, czasy kwasu poszły do lasu i przed nami nowe, fascynujące i przede wszystkim smaczne odkrycia.