W poszukiwaniu polskiego wina, czyli Winnica Płochockich

O produkowanych przez siebie winach Marcin i Barbara Płochoccy mówią, że są autorskie, autentyczne, czyste, świeże, aromatyczne.

Na zdjęciu: Marcin i Barbara Płochoccy

Winnica Barbary i Marcina Płochockich została założona w 2005 r.  Zlokalizowana jest w dolinie rzeki Opatówki, na wzgórzu położonym 180 m n.p.m. na ciepłym i przewiewnym stanowisku.

Płochoccy zajmują się produkcją wina na cały etat. Są samoukami. Wiedzę o produkcji wina czerpali z literatury polskiej i zagranicznej, a także w trakcie wyjazdów szkoleniowych. Skutecznie walczą ze stereotypem, że ze względu na klimat w Polsce dobrze przyjmują się jedynie odmiany hybrydowe [mieszaniec, czyli jednostkowy opis gatunku powstały w wyniku skrzyżowania dwóch organizmów rodzicielskich - przy. red.]. Potwierdzają to nagrody przyznawane przez specjalistów, jak np. ubiegłoroczna grand prix Konkursu Win Polskich w Jaśle, gdzie główną nagrodę zdobyło wino Pi na bazie szczepu Pinot Noir.

Barbara i Marcin Płochoccy o swoich winach mówią, że są autorskie, autentyczne, czyste, świeże, aromatyczne.

Na łącznej powierzchni blisko 4,5 hektara uprawiają hybrydy, a także odmiany vitis vinifera. Na jakość win niewątpliwie wpływają lekkie gleby lessowe, które porastają szczepy winorośli w następujących proporcjach: hibernal 38 arów, seyvel blanc 51 arów, johanniter 40 arów, solaris 35 arów, muscaris 20 arów, riesling 11 arów, traminer 5,5 ara, sibera 15 arów, cserszegi fűszeres 5,5 ara, muskat 10,5 ara, pinot blanc 11 arów, maréchal foch 35 arów, rondo 30 arów, regent 20 arów, zweigelt 21 arów, cabernet cortis 11 arów, pinot noir 11 arów, saint laurent 11 arów, bolero 10 arów, frontenac 15 arów.

Sami Płochoccy od kilku lat obserwują boom na polskie wino. Zwracają jednakże uwagę na aspekty etyczne prowadzenia takiego biznesu. – Pod szyldem „polskie wino” powstają również wina nie do końca polskie, bo zdarza się, że ze sprowadzanych zza granicy moszczów czy winogron. Ludzie mający spore fundusze realizują przedsięwzięcia biznesowe, gdzie wina tworzą zatrudnieni przez nich enolodzy – tłumaczą Płochoccy. – Niemal od razu powstają wina o światowej jakości. Z drugiej strony jest nadal duża liczba pasjonatów, którzy nie dysponują tak dużymi środkami. Uczą się wszystkiego od początku i tworzą wina sami. Ich produkty przechodzą naturalną drogę rozwoju. Jak sami na koniec przyznają, lepiej jak wino ma czasem drobne wady. Wtedy wydaje się bardziej autentyczne.

Położenie winnicy: Daromin 2, 27-612 Wilczyce, woj. świętokrzyskie

Roczna produkcja: ok. 30 tys. butelek

Najważniejsze nagrody: Konkurs Cuvee 2013 w Ostrawie – srebrny medal dla Rose 2012 oraz wyróżnienie Fijev Prix; VI Ogólnopolski Konkurs Win Grand Prix – Winobranie 2015 – złoty medal i grand prix dla wina RG; Konkurs Win Polskich w Jaśle 2017 – grand prix dla wina Pi 2015

Sklepy, w których można kupić wino Płochockich: Najwięcej jest ich w Warszawie i Krakowie; pełna lista znajduje się na stronie www.winnicaplochockich.pl

Okiem eksperta

Polskim winnicom przygląda się Patrycja Siwiec (na zdjęciu), dziennikarka działu Wino w „Food Service”, absolwentka Wine & Spirit Education Trust.

„Ale kwasior!” Tak, często niesprawiedliwie, ocenia się polskie wina. Słowem na „k” opisuje się tzw. zieloną kwasowość, która na szczęście coraz rzadziej występuje w rodzimych trunkach. „W Polsce jest za zimno, by móc uprawiać winorośle, z których powstaną jakościowe wina” – to kolejny krzywdzący, ale popularny stereotyp. Czy polskie wina są wobec tego pijalne? Oczywiście, że tak. Zobaczmy, dlaczego warto ich spróbować. Na korzyść polskich win przemawia coraz większe doświadczenie naszych winiarzy, którzy do produkcji podchodzą coraz bardziej profesjonalnie i systemowo. Wraz z windowaniem umiejętności technicznych i poziomu edukacji w górę idą także średnie roczne temperatury.

W czasach kiedy w związku z globalnym ociepleniem ekologowie drżą o przyszłość planety, polscy winiarze zacierają ręce. Stopniowe ocieplanie się klimatu jest szansą dla polskiego winiarstwa. Dlatego przyjrzymy się tematowi polskiego wina. To nie tyle kwestia mody, ile liczb. A te mówią same za siebie. Można powiedzieć, że rynek win polskich stopniowo osiąga dojrzałość. W 2000 r. zarejestrowano 24 winnice. Dziś mamy do czynienia z dojrzałym 18-latkiem z 364 winnicami na koncie. Łączna powierzchnia wszystkich winnic stanowi prawie pół tysiąca hektarów (dane na koniec 2017 r. to: 454,59 ha). Polskie wino przestało być niszowym produktem, którego można posmakować jedynie przy okazji odwiedzania winnicy. Można je kupić w coraz większej liczbie sklepów, jest widoczne w wielu polskich restauracjach i hotelach, nie tyle jako ciekawostka dla zbłąkanego zagranicznego turysty, ile jako pełnoprawny produkt obok innych światowych etykiet.

Nie tak dawno, bo w październiku 2017 r., Polskę odwiedził Warren Winiarski. Światowej sławy winiarz, którego Stag’s Leap Cabernet Sauvignon 1973 zwyciężyło w legendarnej Degustacji Paryskiej w 1976 r. W rozmowie z „Food Service” porównywał aktualną sytuację polskiego winiarstwa do tego, co działo się w Kalifornii 40 lat temu: „Wyniki Degustacji Paryskiej pokazały, że słońce świeci nie tylko na francuskie winnice. Ziemia to ogromna przestrzeń i słońce pada na nią całą”.

Pogoda nie jest jednak jedynym czynnikiem determinującym jakość wina. Potencjał w dużym stopniu określony jest przez ziemię, co potwierdzają kulisy kupna działki pod winnicę przez Winiarskiego, który do dziś śmieje się z tego, że przerobił sad śliwkowy na winnicę. „Wypatrywanie ziemi jest jak poszukiwanie złota – nie wiesz, co znajdziesz, dopóki nie zaczniesz kopać” – tłumaczył winiarz. My rozpoczynamy poszukiwanie najciekawszych winnic i producentów polskiego wina. Oczywiście, gdy piszemy te słowa, słyszymy dźwięczące w uszach pytanie: ale co z ceną polskich win? No tak... powiedzmy to sobie wyraźnie: polskie wina nigdy nie będą konkurować cenami ze światowymi gigantami. Po pierwsze, ze względu na wydajność upraw z hektara – gros stanowią butikowe produkcje (prawie 75 proc. wszystkich winnic ma powierzchnię poniżej 1 ha), a po drugie, przez wzgląd chociażby na koszty pracy. Nie bójmy się jednak pić polskiego wina, bo jak widać, czasy kwasu poszły do lasu i przed nami nowe, fascynujące i przede wszystkim smaczne odkrycia.