Drobiarze żądają sprostowania od NIK

W oficjalnym piśmie do prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, KRD-IG zwróciła się z prośbą o pilne przeredagowanie komunikatu dostępnego na stronie internetowej NIK w sposób "niezawierający sformułowań wprowadzających w błąd odbiorców".

Przypomnijmy. W marcu Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przekazała, że w hodowlach zwierząt w Polsce antybiotyki to standard. Stosuje je aż 70 proc. hodowców, przy czym w hodowlach indyków i kurcząt rzeźnych odsetek ten jest jeszcze wyższy i przekracza 80 proc.

Według KRD-IG, zawarte w opracowaniu NIK sugestie, że w chowie zwierząt gospodarskich regularnie i wbrew obowiązującym przepisom mogą być stosowane antybiotyki, są daleko idącą nadinterpretacją wyników kontroli. Spekulacje te szczególnie naruszają dobre imię polskich producentów drobiu, zwłaszcza w zestawieniu z całkowicie niepotwierdzonymi informacjami o "rzekomej" obecności pozostałości substancji leczniczych w mięsie wprowadzanym na rynek, co w konsekwencji ma być szkodliwe dla zdrowia konsumentów.

Jak podkreśliła KRD-IG w odpowiedzi na krzywdzące sugestie NIK o możliwej szkodliwości mięsa – wszelkie leki stosowane u drobiu pozostają usunięte z organizmu zwierząt podczas tzw. okresu karencji, wyznaczonego na podstawie badań klinicznych przez producenta danego leku weterynaryjnego.

Niezgodna z prawdą jest także m.in. zawarta w raporcie teza, wedle której Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem ilości antybiotyków stosowanych w hodowli zwierząt. Analiza opracowań z kilku ostatnich lat wykazuje, że znajdujemy się na dalszych pozycjach pod tym względem (szóste miejsce w Europie w 2014 r., siódme w 2015 r.). Kraje Unii Europejskiej na czele z Polską – największym producentem drobiu we wspólnocie – charakteryzują się najwyższymi standardami na świecie pod względem bezpieczeństwa żywności. Przytoczony przez NIK argument, że „w ciągu pięciu lat (2011-2015) w Polsce sprzedaż antybiotyków weterynaryjnych wzrosła o 23 proc.” nie świadczy o zwiększeniu ich stosowania w chowie drobiu, gdyż w tym samym okresie, tj. w latach 2011-2015, nastąpił dynamiczny wzrost produkcji mięsa drobiowego w naszym kraju, który wyniósł blisko 55 proc.

Raport wskazuje również, że ponad 80 proc. hodowców drobiu stosowało antybiotyki na przestrzeni 2 lat. Należy zauważyć, że w odniesieniu do drobiu, zwłaszcza brojlerów, okres 2 lat oznacza 12 do 15 zasiedleń. Ponadto, więksi hodowcy, posiadają zazwyczaj 5, 10, czy nawet 20 kurników. W związku z tym, udzielenie odpowiedzi twierdzącej na – tendencyjnie w ocenie KRD-IG – zadane pytanie, czy w gospodarstwie stosowane były antybiotyki, wcale nie oznacza, że 80 proc. ptaków poddanych było leczeniu. Równie dobrze leki mogły zostać podane zaledwie w przypadku jednego stada bytującego w pojedynczym kurniku.

- Nie przeczymy, że antybiotyki są wykorzystywane w procesie leczenia ptaków – wymaga tego prawo, nakazujące niesienie pomocy chorym zwierzętom. Pamiętajmy przy tym, że dzięki rygorystycznym przepisom, ścisłej kontroli weterynaryjnej i zachowaniu okresów karencji po podaniu leków, mięso na sklepowych półkach jest całkowicie bezpieczne dla konsumentów. Sugerowanie, że jest inaczej, godzi w dobre imię hodowców i producentów drobiu, lekarzy weterynarii oraz służb weterynaryjnych, ale również uderza w wizerunek polskiej żywności, nie tylko w kraju, ale i za granicą, gdzie nasze produkty, w tym mięso drobiowe, są wysoko cenione – mówi Aleksandra Porada, ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i weterynarii KRD-IG.

W raporcie NIK znalazła się nośna dla mediów teza, że „w Polsce nie jest dokładnie znana skala stosowania antybiotyków w produkcji zwierzęcej”. W tym kontekście KRD-IG pragnie podkreślić, że wykorzystane przez NIK dane dotyczą sprzedaży antybiotyków przez hurtownie weterynaryjne. W związku z tym, obrazują one potencjalne maksymalne zużycie antybiotyków, częściowo również u zwierząt towarzyszących. Zatem wbrew sugestiom NIK, skala faktycznego zużycia antybiotyków u zwierząt gospodarskich może być jedynie mniejsza, niż wskazane dane sprzedażowe W przeliczeniu na tzw. biomasę ilość podawanych antybiotyków w produkcji drobiarskiej w Polsce systematycznie spada i według prognoz KRD-IG tendencja ta utrzyma się, m.in. na skutek prowadzonych akcji edukacyjnych, oczekiwań konsumentów w tej dziedzinie oraz poprzez wprowadzanie do hodowli linii zwierząt bardziej odpornych na choroby.

Raport NIK jasno wykazuje, że mimo licznych kontroli na różnych etapach produkcji zwierzęcej, wykrywane są tylko nieliczne nieprawidłowości lub wręcz wykazywany jest ich brak. Konieczne jest zatem wyraźne oddzielenie marginalnych przykładów łamania przepisów, które są penalizowane przez prawodawstwo polskie. Jak przypomina KRD-IG w piśmie do NIK, od 2006 r. stosowanie antybiotyków jako stymulatorów wzrostu zostało zakazane u wszystkich zwierząt gospodarskich w całej Unii Europejskiej. Obecnie leki podawane są jedynie w przypadku wskazanym przez lekarza weterynarii, a leczenie odbywa się pod jego ścisłym nadzorem i w zgodzie z normami bezpieczeństwa.

W oficjalnym piśmie do prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, KRD-IG zwróciła się więc z prośbą o pilne przeredagowanie komunikatu dostępnego na stronie internetowej NIK w sposób niezawierający sformułowań wprowadzających w błąd odbiorców. Według KRD-IG sugerowanie, że na co dzień spożywamy antybiotyki w jedzeniu (nawet w niewielkich ilościach), stanowi podważenie całej koncepcji podejścia do problemu bezpieczeństwa żywności, wynikającej z założenia śledzenia produktu i jego kontroli „od pola do stołu”, jaka z powodzeniem została opracowana i wdrożona w UE.

NIK alarmuje: nie wiemy, czy mięso, które trafia do sprzedaży jest bezpieczne. 

 

Ilona Mrozowska 2627 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }