PO ostro o zakazie handlu w niedziele

Platforma Obywatelska wniesie na najbliższym posiedzeniu Sejmu projekt ustawy uchylającej ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele i święta - zapowiedzieli w sobotę w Warszawie przewodniczący klubu PO Sławomir Neumann i posłanka Maria Małgorzata Janyska.

Podobne spotkania z mediami Platforma zorganizowała w blisko 30 miastach w całym kraju, wskazując na przewidywane zwolnienia jednych pracowników, większe obciążenie pracą innych i gospodarcze znaczenie weekendowych zakupów dokonywanych przez cudzoziemców.

- Projekt wyrzuca te złe przepisy wprowadzone przez większość rządzącą, ten bubel prawny, który nazywa się zakazem handlu w niedziele – powiedział Neumann na konferencji prasowej przed jednym z centrów handlowych, cytowany przez PAP.

Jak mówił, projekt "jest bardzo prosty: odrzuca zapisy ustawy wprowadzonej przez Jarosława Kaczyńskiego, pozwala handlować w niedziele, ustala, ile wolnego należy się pracownikom za pracę w niedzielę; to, co było w przeszłości i nikomu poza PiS-em nie przeszkadzało".

- Ustawa, którą przyjął Jarosław Kaczyński i PiS za jego namową, ogranicza nasze wolności, ogranicza też konkurencję, praktycznie gwarantuje podwyżki cen, powoduje zwalnianie ludzi z pracy – powiedział Neumann.

Argumentował, że część pracowników galerii handlowych straci zatrudnienie, nastąpi większe obciążenie pracą innych, dlatego też PO wniesie na najbliższym posiedzeniu Sejmu projekt ustawy uchylającej ustawę o ograniczeniu handlu w niedziele i święta.

Podkreślił, że w ub. roku obcokrajowcy, którzy robili zakupy głównie w weekendy w sklepach przygranicznych, wydali w Polsce 28 mld zł. - Dzisiaj ten ruch, szczególnie z Niemiec, zamiast do Polski, będzie kierowany do Czech – uważa.

Polityk przekonywał, że jego partia czekała z tym projektem, bowiem myśleli, że „będzie chwila namysłu ze strony rządzących”. - Niestety, raczej słyszymy o opresjach, jakie szykują dla tych, którzy będą handlować w niedziele, ostatnie komunikaty (…) zachęcają do donoszenia na tych, którzy handlują – mówił Neumann. Wyraził nadzieję, że nowelizację uda się uchwalić jeszcze w tej kadencji dzięki „naciskowi społecznemu, naciskowi klientów". Powołał się na przykład Węgier, gdzie podobne ograniczenia zniesiono po roku.

- Ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę to kolejna ustawa, którą PiS funduje Polakom w ramach państwa zakazowo-nakazowo – oceniła Maria Małgorzata Janyska.  Zaznaczyła, że wyjątki w większości są "niezdefiniowane, niejasne", a ich "stosowanie będzie zależało od woli urzędniczej". "

- To jest system, który już był, to jest system PRL-owski. Państwo chce mieć władzę nad obywatelem, ale państwo w tych wyjątkach nie zapomniało o swoich jednostkach organizacyjnych, takich jak placówki stacje paliw czy poczta – podkreślała.

 Podkreśliła, że wyjątki są tak skonstruowane, że trzeba je wyjaśniać, do czego przystąpiły ministerstwo rodziny z inspekcją pracy. "- Ale do tych wyjaśnień użyto określeń typu: należałoby uznać, wydaje się, że w przeważającej większości opinii – powiedziała Janyska.

W Białymstoku konferencja PO odbyła się przy centrum handlowym Atrium Biała przed parkingiem z autokarami, którymi przyjechali tam na zakupy klienci zza wschodniej granicy. - Jesteśmy miastem granicznym, jesteśmy regionem przygranicznym. Ponad miliard złotych dochodu osiągają podlaskie i białostockie sklepy z handlu z turystami zza wschodniej granicy - mówił lider PO w Podlaskiem Robert Tyszkiewicz, cytowany przez PAP.

Dodał, że to właśnie takie regiony, najbiedniejsze w kraju, zapłacą najwyższą cenę za wprowadzenie zakazu. Zmniejszenie obrotów miejscowego handlu oszacował na 20 proc. Zwrócił uwagę, że turyści ze Wschodu planujący weekendowe zakupy w Polsce korzystali z miejscowych hoteli i gastronomii i handel w inne dni tygodnia nie pozwoli odrobić tych strat.

Podobne argumenty podnosiła w Katowicach posłanka PO Marta Golbik. Nawiązała m.in. do zachęt jednego z czeskich przewoźników kierowanych do mieszkańców południowej Polski, aby skorzystali z jego połączeń i wybrali się na niedzielne zakupy do Ostrawy. - Od tego roku to nie Polska będzie zarabiała na handlu w weekendy, tylko Czesi, którzy już oferują przejazdy do swoich miejscowości po to, żeby tam robić zakupy w niedzielę - mówiła Golbik.

Natomiast wiceprzewodniczący Platformy Borys Budka grzmiał w w Katowicach: - Po raz pierwszy od 1989 r. państwo tak bardzo ingeruje się w gospodarkę. My wierzymy, że Polacy potrafią decydować za siebie. My wierzymy, że Polacy chcą decydować, jak spędzać wolny czas w niedzielę - mówił. Ale przede wszystkim chcemy, by prawo było stanowione w sposób jasny, przejrzysty, czytelny. Przywrócimy normalne rozwiązania, przywrócimy Polakom wolność wyboru i najpóźniej za dwa lata odwrócimy te absurdalne zmiany – zadeklarował.

W Wielkopolsce konferencje odbyły się w okolicach galerii handlowych i supermarketów w Poznaniu, Gnieźnie i Koninie. Poseł Tomasz Nowak za główną wadę przepisów o ograniczeniu handlu w niedziele uznał ich niekonstytucyjność ze względu na nierówne traktowanie podmiotów. Według niego nowe prawo skomplikuje życie także drobnym przedsiębiorcom. - Nie rozumiem, jak można w ten sposób traktować przedsiębiorcę, małego sklepikarza, który pracuje bardzo ciężko od rana do nocy. Teraz klienci wymuszą na nim jeszcze cięższą pracę w niedzielę. Będzie pozbawiony jakiegokolwiek dnia wolnego - powiedział Nowak.

Dodał, że kiedy sam był pracodawcą, zatrudniał 10 osób. "- Gdy rozważałem zamknięcie swoich punktów w niedzielę, z wyliczeń wychodziło mi, że byłbym zmuszony zwolnić dwóch pracowników. Taki efekt jest też możliwy teraz na skalę ogólnokrajową - powiedział poseł.

Jako "wielki bubel prawny" określiła ustawę ograniczającą handel w niedzielę posłanka Agnieszka Hanajczyk, która m.in. z posłami Cezarym Grabarczykiem i Arturem Duninem spotkała się z mediami w Łodzi. "- Tak naprawdę ta ustawa to jedna wielka furtka do obejścia przepisów. Wszyscy o tym wiemy i dopiero najbliższe tygodnie pokażą, jak będzie ona obchodzona. Powrót do nowelizacji tych przepisów to tylko kwestia czasu – zaznaczyła.

W Poznaniu poseł Szymon Ziółkowski powiedział, że jest to „kolejna ustawa, która dzieli społeczeństwo, pokazuje, że są lepsi i gorsi pracownicy handlu”. Stwierdził też, że nie ma ona nic wspólnego z rodzinnym charakterem niedziel.

W Koszalinie przewodniczący zachodniopomorskiej PO Stanisław Gawłowski podkreślił, że według badań „60 proc. Polaków chce, by można było robić zakupy w niedziele”. - Te sprawy da się regulować inaczej. Można zachęcać pracowników do pracy w niedziele poprzez odpowiednie regulacje w kodeksie pracy, poprzez dodatkowe wyższe wynagrodzenia – mówił, podając przykład przetwórni ryb, która w soboty „płaci 300 proc. stawki”.

Dodał, że „Polacy to grupa, która stosunkowo najmniej pracuje w niedziele spośród innych krajów UE. Średnio ok. 9 proc., w pozostałych krajach UE te wskaźniki są dużo wyższe”.

Z kolei wicemarszałek województwa, przewodniczący PO w Koszalinie, Tomasz Sobieraj, zakaz handlu w niedzielę nazwał „ograniczeniem swobód obywatelskich”.

Także w Krakowie politycy PO podkreślali, że „Polacy powinni mieć wybór, czy w niedzielę chcą zrobić zakupy, czy nie”.

- PiS nie powinien kontrolować w każdym aspekcie życia przedsiębiorców i konsumentów, to powinien być wolny wybór - mówił przewodniczący małopolskich struktur Aleksander Miszalski. Senator Bogdan Klich przytoczył wyliczenia, według których „do 85 tys. ludzi w Polsce albo bezpośrednio zatrudnionych, albo związanych z handlem, straci miejsca pracy”. - Nie ma też wątpliwości, że stracą klienci, którzy mają prawo decydować, kiedy chcą zrobić zakupy, i łączyć to np. w niedzielę z życiem rodzinnym, a nawet religijnym – mówił Klich. Pytani o szanse przeprowadzenia nowelizacji posłowie PO uznali, że będą one rosły wraz z rosnącym niezadowoleniem konsumentów.

- Polacy sami wiedzą, jak mają spędzać niedziele – powiedział natomiast lider podkarpackiej PO Zdzisław Gawlik dodając, że PiS „chce Polakom układać życie”.

- Mniejsza konsumpcja polskiego społeczeństwa to mniejsza produkcja i mniejsze wpływy do budżetu, ale przede wszystkim zagrożone miejsca pracy – zauważył z kolei w Kielcach przewodniczący świętokrzyskiej PO poseł Artur Gierada. Natomiast posłanka Marzena Okła-Drewnowicz dodała, że „prawie wszystkie kraje europejskie idą w kierunku liberalizacji przepisów dotyczących handlu w niedzielę”.

O groźbie utraty 40-80 tys. miejsc pracy mówili także działacze PO w woj. lubuskim. W Gorzowie Wlkp. samorządowcy Radosław Sujak i Jerzy Sobolewski zwracali uwagę, że w weekendy dorabiają studenci. - Jeżeli zliczymy wszystkie niedziele w całym roku, kiedy sklepy będą zamknięte, to jest to prawie miesiąc pracy; można powiedzieć, że PiS zabiera przedsiębiorcom miesiąc pracy, miesiąc własnego zarobku – powiedział Sujak.

W Toruniu konferencję w sprawie zakazu handlu w niedzielę przed jednym z centrów handlowych zorganizowali posłowie Tomasz Lenz i Arkadiusz Myrcha. Podkreślali, że Prawo i Sprawiedliwość wchodzi z butami w życie Polaków chcąc im nakazać, w jaki sposób mają spędzać wolny czas. Dodawali, że - ich zdaniem - jest do rzecz niedopuszczalna i postulowali, żeby w przyszłości Sejm uchylił przepisy ograniczające handel w niedzielę.

Poseł Myrcha podkreślał, że ten zakaz ogranicza handel i konkurencję, co jego zdaniem zawsze do wzrostu cen i monopolizacji na rynku. "- Na samym końcu cierpią na tym nie politycy, którzy to wprowadzają, nie związkowcy, którzy to forsują, ale Polacy - klienci, starający się optymalnie gospodarować każdą, ciężko zarobioną złotówką - wskazał parlamentarzysta PO.

W Olsztynie przeciwko zakazowi handlu w niedziele protestowali: lider lokalnej PO Marcin Kuchciński oraz radny Robert Szewczyk.

 

 

 

Katarzyna Pierzchała 2373 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }