Czy będzie model węgierski?

Sieci, zwłaszcza dyskontowe, bronią się gigantycznymi promocjami przed spadkiem obrotów w wyniku zakazu niedzielnego handlowania. Podobnie zareagowały na Węgrzech, co skutkowało zamknięciem ponad 2 tys. mniejszych sklepów.

Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów uważa, że będzie to czas prawdy dla rodzimego handlu. Nie tyle zamknięcie sklepów w niedziele, co zmasowana akcja promocji w dyskontach i hipermarketach. - Na pewno wpłynie to na kondycję polskiego handlu, mamy już przykłady dwóch sieci, w tym warszawskiej - zauważa. Dodaje, że w analizie skutków nowych regulacji zapomina się o ich beneficjencie - kanale sklepów przy stacjach benzynowych, a zwłaszcza jego liderze - PKN Orlen. Właśnie buduje własną dystrybucję szerokiego asortymentu produktów, w tym głównie FMCG. Do tego ma połączyć się z Lotosem, co sprawi, że na rynku spożywczym pojawi się nowy, duży gracz z własnym systemem dystrybucji (na razie PKN Orlen i Lotos są wśród klientów Eurocashu).

Na koniec września 2017 r. do Orlenu należało łącznie 1839 stacji pod szyldami Orlen i Bliska, a do Lotosu 690 stacji Lotos i Optima (dane Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego). Pod koniec grudnia ub.r. przy stacjach PKN Orlen działało 1571 Stop Cafe, w tym 180 sklepów O'Shop. To oznacza sieć ponad 2,5 tys. potencjalnych miejsc, gdzie konsumenci będą mogli kupować chociażby podstawowe artykuły spożywcze i - co bardzo ważne dla rynku - alkohol. Tak duży "detalista", którego nie obejmuje zakaz handlu w niedziele, stanie się groźnym konkurentem dla kanału tradycyjnego i zabierze spory kawałek alkoholowego tortu. Zwłaszcza wobec nowych przepisów dotyczących udzielania koncesji i swobodę, z jaką samorządy mogą określać liczbę sklepów sprzedających go. - Stacje benzynowe zyskają, bo będą otwarte w niedziele - mówi Sadecki. - Ale to limitowana liczba zezwoleń na handel alkoholem zdeterminuje jego rynek - podkreśla.

Na razie, przed pierwszą niedzielą wolną od handlowania sieci prześcigają się w akcjach promocyjnych. Lidl ma "Tanią sobotę", w Netto soboty są "Szalone". Biedronka chce rozłożyć napływ klientów na cały tydzień, ale ściąga ich w ostatnie dni przed niedzielą hasłem "Tanie piątki i soboty". Z kolei duże promocje cenowe przeprowadziła we czwartek i piątek (8 i 9 marca). W sklepie przeważał na cenówkach kolor czerwony z promocjami typu kup dwa opakowania za niższą cenę. Wiodącym motywem komunikacji Biedronki do klientów są wolne niedziele. "Jesteśmy gotowi" - przekonuje w reklamach telewizyjnych i w sklepach. Nową ofertę przemysłową i tekstyliów będzie teraz ta sieć dyskontów wprowadzała we środy i soboty. Wyjątkiem wśród dyskonterów jest Aldi, dla którego wiodącym motywem promocji jest 10-lecie obecności w Polsce.

Spokojniej do zamknięcia sklepów w niedziele podeszli Tesco i Auchan, obie sieci z węgierskim doświadczeniem podobnego rodzaju. Przypominają tylko, kiedy ich sklepy będą czynne w miesiącu i w jakich godzinach. Tesco 8 marca, czyli w tygodniu poprzedzającym pierwsze niedzielne zamknięcie rozpoczęło nową kampanię reklamową, ale pierwszą jej odsłona nawiązuje do Wielkanocy. Zapowiada kontynuowanie działań marketingowych do końca roku.

Polskie przepisy zakazujące handlu w niedziele, z licznymi wyjątkami, bardzo przypominają te wprowadzone w marcu 2015 r. na Węgrzech, przy czym tam od razu dotyczyły wszystkich niedziel. Również były wyjątki - 15, jak apteki, stacje benzynowe, bazary czy gastronomia. Przepisy nie obejmowały sklepów do 200 mkw. powierzchni pod warunkiem, że za ladą stanął jego właściciel lub członkowie rodziny (nie mogły pracować osoby zatrudnione). W przeciwieństwie do polskich regulacji sprecyzowano, kogo można uznać za członka rodziny. Argumentem na wprowadzenie nowych przepisów było zapewnienie możliwości spędzania rodzicom niedziel razem z dziećmi. Jako inny powód wskazywano na korzyści, jakie odniosą właściciele mniejszych, rodzimych sklepów. Wymieniano przy tym największą sieć franczyzową CBA, a także Spara.

Nowe strategie promocyjne sieci wielkopowierzchniowych spowodowały, że Węgrzy zaczęli w nich kupować na zapas, przed niedzielami znacznie wzrósł koszyk zakupowy, podobnie w poniedziałki, co zrekompensowało im utratę niedzielnych obrotów. Równocześnie mniej kupowali w tygodniu w mniejszych sklepach. Jak informuje POHiD, tylko w pierwszej połowie 2015 r. zamknęło się na Węgrzech 2300 sklepów, a w całym roku - 5 tys.

I tego najbardziej mogą obawiać się polscy właściciele mniejszych sklepów w rezultacie wprowadzenia zakazu handlu w niedziele. Pierwsze oznaki tego, co czeka handel widać było przed 11 marca. Tłumy konsumentów w Biedronce, widoczne w warszawskich sklepach tej sieci w ostatnich dniach przed pierwszą nieczynną handlowo niedzielą i wysokie wartości ich koszyków zakupowych pokazują, że Polacy łatwo dali się skusić wielkimi promocjami.

Przypomnijmy, jak zakończył się węgierski eksperyment - zdecydowali o tym konsumenci, którzy w większości byli przeciwni tym przepisom i rząd węgierski obawiając się porażki w referendum w tej sprawie przywrócił w połowie kwietnia 2016 r. handel w niedziele w błyskawicznym tempie, w ciągu kilku dni.

Barbara Mikusińska 673 Artykuły

Współtwórczyni „Handlu”. Od początku jego istnienia, czyli od 1993 r., redaktor naczelna. Globtroterka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }