Żywność na świecie tanieje, w Polsce wciąż drogo

O wpływie światowych tendencji na krajowe ceny żywności mówi Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

2017 r. zafundował nam mocne zwyżki cen sporej części artykułów spożywczych. Przyczyniły się do tego zarówno lokalne warunki, głównie o charakterze pogodowym, jak i tendencje na rynkach światowych. Te pierwsze skutkowały skokiem cen owoców i warzyw, sięgających w niektórych przypadkach kilkudziesięciu procent. Czynniki światowe wpłynęły zaś przede wszystkim na szalejące ceny masła i niektórych przetworów mleczarskich, a pod koniec ubiegłego roku także jaj. W efekcie wzrost cen żywności w październiku 2017 r. przekroczył 5 proc., a w listopadzie sięgnął 6 proc. Wcześniej eksperci spodziewali się zwyżki o około 4 proc. Obecnie także przewidują wolniejszy wzrost cen. Wiele wskazuje na to, że o ile nie dojdzie znów do meteorologicznych anomalii, tym razem mogą mieć rację.

Świadczą o tym tendencje na rynkach światowych. Wyliczany przez działającą przy ONZ agendę FAO (Food and Agricullture Organisation) indeks cen żywności obniżył swoją wartość w grudniu ubiegłego roku o 0,6 proc., a w styczniu spadł już o 2,9 proc. Być może wpływ tej tendencji odczujemy także w kraju. Choć trudno liczyć na spadek ogólnego wskaźnika cen żywności, to przynajmniej powinna wyraźnie spowolnić dynamika jego wzrostu, a ceny niektórych produktów, szczególnie tych, które wcześniej mocno poszły w górę, mogą być niższe. Warto bowiem zauważyć, że w przeszłości z pewnym opóźnieniem, wskaźnik krajowych cen podążał za indeksem światowym. Na przełomie lat 2014-2015, a więc w czasie gdy w Polsce notowaliśmy największe nasilenie deflacji, a ceny żywności spadały o 3-4 proc., indeks FAO zniżkował nawet o ponad 20 proc. Późniejszemu wzrostowi cen produktów żywnościowych i powrotowi inflacji w latach 2016-2017 towarzyszyła zwyżka indeksu cen światowych o 10 do 17 proc. Po raz ostatni jego 10 proc. zwyżkę notowano w lipcu ubiegłego roku, po czym jej skala systematycznie się zmniejszała, w odróżnieniu od wskaźnika krajowych cen żywności.

Za co możemy w tym roku płacić mniej? Sądząc po zmianach poszczególnych składowych indeksu FAO, mocno potanieć powinien cukier. Wskaźnik jego światowych cen zniżkuje już od połowy ubiegłego roku o około 30 proc. W styczniu o ponad 12 proc. spadał też indeks cen olejów i tłuszczy, a o prawie 7 proc. w dół idzie ostatnio indeks cen produktów mleczarskich i nabiału. A więc potanieć powinny masło i jaja. Niestety nie mamy raczej co liczyć na niższe ceny mięsa i przetworów zbożowych. Indeks światowych cen mięsa był styczniu o 7,4 proc. wyższy niż przed rokiem, a podobny wskaźnik dla zbóż rósł o 6,3 proc. Te tendencje znajdują też potwierdzenie w obserwacji sytuacji na światowych giełdach towarowych, na których w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy notowania cukru spadają o ponad 30 proc., a mleka o ponad 20 proc., pszenica jest droższa o 7 proc., a wołowina o ponad 20 proc.

W podobnym kierunku idą także prognozy ekspertów z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Zakładają one że w czerwcu ceny pszenicy i żyta będą wyższe niż pod koniec ubiegłego roku od 4 do 12 proc., żywiec wieprzowy może zdrożeć od 3 do 10 proc., ceny żywca drobiowego mają zaś pozostać na podobnym poziomie jak w listopadzie 2017 r., czyli około 3,4 zł za kilogram. Z prawie 24 do 18,4-19,8 zł za kilogram, czyli o 17-23 proc. potanieć powinno masło. W porównaniu do czerwca 2017 r., w połowie obecnego roku ceny pszenicy i żyta mogą być wyższe o maksymalnie 2-4 proc., a mleka o 6 proc. Żywiec wieprzowy powinien być tańszy o 9-14 proc., a masło w blokach od 7 do 14 proc. Nadal należy się liczyć z utrzymywaniem się wysokich cen warzyw i owoców, co wiąże się z kłopotami z przechowywaniem zbiorów, które w wyniku niekorzystnych warunków pogodowych charakteryzowały się niższą jakością.

 Autorem komentarza jest Roman Przasnyski, główny analityki Gerda Broker.