Koniec drogerii przy aptekach

Rynek apteczny w Polsce przechodzi rewolucję, która rykoszetem trafiła w niektóre sieci drogerii. Pojawiło się jednak światełko w tunelu.

Drogeria razem z apteką lub jeden sklep tuż obok drugiego łączą ofertę dla dbających o urodę, ale także o zdrowie. Takie koncepcje rozwijały izraelska sieć Super-Pharm oraz należące do Jeronimo Martins Polska (Biedronka) drogerie i apteki pod szyldem Hebe (do 2012 r. Jeronimo Martins rozwijało sieć Aptek Na Zdrowie).

Ustawa, zwana "apteką dla aptekarza", która zatrzymała ekspansję tych graczy na rynku aptek weszła w życie 25 czerwca 2017 r., przy czym Sejm uchwalił ją w kwietniu 2017 r.

Zgodnie z jej założeniami o zezwolenie na aptekę mają prawo ubiegać się wyłącznie farmaceuci, którzy tego typu działalność mogą prowadzić jednoosobowo lub w formie spółki – jawnej lub partnerskiej, ale jej wspólnikami (partnerami) mogą być wyłącznie czynni farmaceuci. Ponadto nową aptekę można otworzyć jedynie w odległości 1000 m od już istniejącej lub 500 m, jeśli w danej gminie na jedną aptekę przypada co najmniej 3 tys. mieszkańców. Ustawa nie przewiduje tu żadnych wyjątków, takich jak szpitale, dworce czy centra handlowe, co jest standardem w krajach, gdzie takie ograniczenia obowiązują. Obowiązuje też zakaz reklamy aptek, który w praktyce jest zakazem jakiejkolwiek komunikacji apteki i farmaceuty z pacjentami. Dodatkowo farmaceuta lub kontrolowane przez niego podmioty mogą zarządzać maksymalnie czterema aptekami.

- Pomijając fakt, że właścicielem apteki może być wyłącznie farmaceuta, stworzone w ustawie kryteria geograficzno-demograficzne sprawiają, że znalezienie miejsca, które faktycznie spełniałoby wymagania nowej ustawy i można by tam postawić aptekę, graniczy z cudem. W Warszawie mówimy chyba tylko o … Powązkach – stwierdza Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNet. - Polski rynek apteczny jest obecnie najbardziej restrykcyjny w Europie i jednocześnie zabetonowany na lata. Nie spodziewam się więc żadnych zmian w układzie sił na tym rynku – dodaje.

W Polsce działa niespełna 15 tys. aptek, z których dwie trzecie stanowią indywidualne, a jedną trzecią - sieciowe. Jak wynika z raportu „Rynek dystrybucji farmaceutycznej w Polsce” Fundacji Republikańskiej, do sieci aptek z udziałem kapitału zagranicznego należy 594, czyli 4 proc.

Największą sieć aptek w Polsce buduje spółka Pelion, w której portfolio są DOZ Apteki Dbam o Zdrowie liczące prawie tysiąc placówek, DOZ Drogerie oraz Drogerie Natura. Pelion we wrześniu 2017 r. wycofał swoje akcje z GPW. Jak tłumaczył jej prezes, zamieszanie prawne wokół m.in. ustawy refundacyjnej oraz wejście w życie ustawy „apteka dla aptekarza” spowodowały, że byt spółki na giełdzie nie ma sensu. Wobec tak ogromnych zmian legislacyjnych nie da się bowiem jasno skrystalizować planów.

Siecią aptek nr 2 jest Dr Max, który w Polsce ma ok. 360 placówek. Holding jest największą siecią aptek w Europie Środkowo-Wschodnie i w pierwszej 4. w całej Europie Europie (ostatnio ruszył z ekspansją w Rumunii).

Nr 3 na rynku krajowym są apteki Cefarm (ponad 200 placówek), niegdyś państwowe przedsiębiorstwa, obecnie sprywatyzowane.

Nie wiadomo jeszcze, jak nowe Prawo farmaceutyczne wpłynie na rozwój sieci Super-Pharm (drogeria plus apteka w jednym obiekcie), która w Polsce buduje swoją pozycję od 2001 r. i obecnie ma ok. 70 placówek. Pojawiły się informacje, że CVC Capital Partners, właściciel m.in. sklepów Żabka i niemieckiej sieci perfumerii Douglas z ponad 120 placówkami w naszym kraju, przymierza się do zakupu mniejszościowego pakietu akcji właśnie w drogeriach Super-Pharm. Dotychczasowy właściciel nadal pozostawałby w spółce.

Nowe prawo zatrzymało też ekspansję na rynku aptek Hebe (Jeronimo Martins Drogerie i Farmacja). Obecnie działa w Polsce 150 drogerii Hebe i 53 apteki Hebe, przy czym około połowy aptek powstało tuż przy drogeriach. - Do tej pory staraliśmy się otwierać apteki w lokalizacjach, gdzie istniały ku temu dogodne możliwości. Hebe to jednak przede wszystkim drogerie i oferta produktów kosmetycznych, dlatego pod szyldem Hebe jest ponad dwa razy więcej drogerii niż aptek – podkreślają przedstawiciele biura prasowego Jeronimo Martins w Polsce w rozmowie z „Handlem”. - Oczywiście zależy nam na otwieraniu aptek, jednak w obliczu nowej ustawy możliwości te są ograniczone. Dlatego jeszcze więcej uwagi poświęcamy głównemu i pierwotnemu kierunkowi rozwoju, jakim są drogerie Hebe - dodają.

Jedna z ostatnio uruchomionych aptek Hebe, która latem 2017 r. ruszyła w wakacje w podwarszawskim Legionowie i również zlokalizowana jest tuż przy drogerii Hebe. Ustawa "apteka dla aptekarza" już wówczas obowiązywała, ale prawo nie działa wstecz, więc jeśli lokalizacja była zatwierdzona wcześniej, nic nie stało na przeszkodzie jej powstaniu. 

Światełko w tunelu

Obecnie dla środowiska farmaceutycznego pojawiła się nadzieja. Mateusz Morawiecki, obecny premier, który zastąpił na tym stanowisku Beatę Szydło, nie był zwolennikiem "apteki dla aptekarza". Jak zwracają uwagę przedstawiciele PharmaNet, do samego końca ważyły się losy zapisu, że właścicielem apteki może być wyłącznie farmaceuta. Ostatecznie zapis w ustawie pozostał. Zdaniem ówczesnego wicepremiera i ministra finansów apteki nie powinny być traktowane jak zwykłe sklepy. Według medialnych doniesień Mateusz Morawiecki uważa jednak, że apteka nie powinna być tylko dla aptekarza i zapowiada zmiany. Jeśli w ramach nowelizacji zapis ten zniknie, operatorzy drogerii znów będą mogli śmiało inwestować w apteki. Pod warunkiem, że znajdą odpowiednią dla niej lokalizację, ponieważ kryteria geograficzno-demograficzne określające gdzie może powstać apteka, raczej nie ulegną zmianie. 

 

Ilona Mrozowska 2616 Artykuły

W „Handlu” od 2005 r. Blisko tematyki przemysłowej i producenckiej. Właścicielka białej kulki, czyli szynszyli o imieniu Tula.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.

} }