Lekarstwo na rozporządzenie

Nie producenci ani nie sklepy najbardziej ucierpią na ograniczeniu sprzedaży leków OTC poza aptekami. Największymi poszkodowanymi będą hurtownie farmaceutyczne oraz konsumenci. Chyba że Ministerstwo Zdrowia zmieni rozporządzenie.

Ograniczenie sprzedaży parafarmaceutyków w obrocie pozaaptecznym nie uderzy w sposób zauważalny ani w sklepy detaliczne, ani w producentów. Najbardziej odbije się na hurtowniach wyspecjalizowanych w dostarczaniu leków OTC do sklepów oraz na końcowych odbiorcach.

Rząd zamierza mocno ograniczyć sprzedaż leków w sklepach. Nowe rozporządzenie spowoduje wycofanie najpopularniejszych specyfików, takich jak Apap czy Etopiryna. Stowarzyszenie Producentów Leków bez Recepty PASMI wprost twierdzi, że 90 proc. obecnie dostępnych w sklepach leków zniknie z półek. Te, które zostały zaproponowane w zamian, zdaniem uczestników rynku, w praktyce nie pojawią się w obrocie.

Nie będzie to miało większego znaczenia dla sklepów. Ani jeden z rozmówców „Handlu” nie przyznał, że utrata obrotów z tytułu handlu lekami OTC wpłynie na jego przychody w zauważalny sposób. Samo PASMI podaje dane, z których wynika, że obrót lekami OTC to nieco ponad 1 proc. obrotu przeciętnego sklepu. Właściciele placówek, z którymi rozmawiał „Handel”, twierdzą, że w ich wypadkach nawet mniej, trochę poniżej 1 proc. Z danych PASMI wynika, że średnia roczna marża małego sklepu na lekach OTC to jedynie 840 zł.

Przedstawiciele środowisk aptekarskich podnoszą z kolei kwestię bezpieczeństwa i apelują, by sprzedaż leków ograniczyć do sprzedaży w sklepach z obsługą ekspedienta, czyli z wykluczeniem sprzedaży samoobsługowej, a także by osoba sprzedająca leki OTC była przeszkolona na ich temat.

Pod koniec stycznia zakończyły się konsultacje społeczne ws. rozporządzenia ministra zdrowia dotyczącego ograniczenia sprzedaży leków OTC poza aptekami. Przedstawiciele handlu zarówno ci reprezentujący większych, jak i mniejszych detalistów (Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji oraz Polska Izba Handlu), a także reprezentanci stacji benzynowych i hurtowni farmaceutycznych zgłosili swoje krytyczne uwagi do projektu. Ich zdaniem problem nadużywania leków przez Polaków jest wyolbrzymiany, a obrót pozaapteczny to zaledwie 3 proc. całego obrotu tymi lekami. Dlaczego więc protestują, skoro handel detaliczny ma nie odczuć braku sprzedaży leków? Ograniczenie sprzedaży odbiłoby się na obrocie hurtowni farmaceutycznych, właściwie przekreślając ich rację bytu. Jak mówi Maciej Pawłowski z hurtowni Merkury w Białymstoku, na rynku farmaceutycznym działa około 50-60 hurtowni, które wyspecjalizowały się w zaopatrywaniu sklepów w leki OTC. W większości są to polskie firmy rodzinne. Liczbę zatrudnionych w nich osób Maciej Pawłowski szacuje na około 3 tys. Dla tych podmiotów planowane ograniczenie handlu lekami OTC to utrata 30-70 proc. obrotów w zależności od stopnia specjalizacji, czyli właściwie kres działalności. Tylko niewielka część z tych hurtowni dostarcza produkty także do aptek, które zaopatrują się w wielkich hurtowniach, a ich system zaopatrywania zarówno pod względem częstotliwości dostaw, jak i ich wielkości jest zupełnie inny.

– Na rozmowach w ministerstwie przedstawiliśmy listę postulatów – mówi Maciej Pawłowski. – Mamy nadzieję, że zostaną one uwzględnione, odebraliśmy reakcję pana ministra jako dość życzliwą. Wprowadzenie na listę pewnej liczby nowych leków nie załatwi sprawy, oceniam, że 40 proc. z nich będzie nieaktywnych, czyli nie będzie faktycznego obrotu nimi – przekonuje.

Drugą podnoszoną przez przedstawicieli handlu kwestią jest zasadniczy problem dostępu konsumentów do leków. – W naszym przypadku przychody ze sprzedaży leków OTC to ok. 1 proc. obrotów, ale uważam, że wycofanie tych produktów będzie miało znaczenie
– mówi Krzysztof Postek, właściciel sklepu z Brzózy na Mazowszu. – W mojej miejscowości jest wprawdzie apteka, ale czynna do 15.00 lub 16.00. Mój sklep działa do 21.00. Po południu klienci nie mają dostępu do apteki, jeśliby zabrakło parafarmaceutyków u mnie, musieliby jechać 20 km do Kozienic – wyjaśnia.

Jak podkreślają reprezentanci sklepów z PIH i POHiD, wycofanie podstawowych preparatów przeciwbólowych, przeciwprzeziębieniowych czy na zgagę spowoduje zawężenie dostępu dla konsumentów do tych produktów, i to konsumentów najuboższych, starszych i z małych miejscowości. Potwierdzają to sami detaliści.

– Śledzimy na bieżąco rozwój wypadków. W naszym przypadku – działamy na wsi, w której nie ma apteki
– sprzedaż leków ma duże znaczenie dla mieszkańców. Gdy nie będzie lekarstwa w sklepie, klient będzie musiał pojechać do apteki do Dębicy, a wtedy i pozostałe zakupy zrobi tam – mówi ekspedientka ze sklepu franczyzowego na Podkarpaciu. – Zarówno klient odczuje tę sytuację, jak i my. Poza tym wydaje mi się, że ceny tych leków pójdą wtedy w górę, bo sklepy pilnują się, żeby nie podnosić marży ze względu na konkurencję, apteki raczej nie będą tego robić – przewiduje.

W wielu miejscowościach w ogóle nie ma aptek. W innych, nawet jeśli są, to są czynne do popołudnia, w odróżnieniu od sklepów otwartych do wieczora. Jak podają organizacje detalistów, jedna trzecia sołectw nie ma w ogóle transportu publicznego. Co oznacza, że by dostać się do apteki, trzeba sobie radzić na własną rękę, np. prosząc sąsiada o podwiezienie. Starsze i niezamożne osoby zazwyczaj nie dysponują własnym samochodem. Warto też zauważyć, że osoba rzeczywiście uzależniona od leków nie omieszka zaopatrzyć się w nie na zapas zawczasu. Problem natomiast będą mieli ci, których nagle wieczorem dopadnie ból czy przeziębienie.

Ministerstwo Zdrowia obiecuje rozstrzygnięcie sprawy w ciągu kilku miesięcy, na razie trwają analizy argumentów podnoszonych podczas konsultacji społecznych. „Pierwsza analiza zgłoszonych uwag wskazuje, że zasadna jest zmiana przepisów dotyczących terminów wejścia w życie przepisów oraz czasu, w jakim leki mogą podlegać sprzedaży w placówkach obrotu pozaaptecznego” – napisała w odpowiedzi na pytanie „Handlu” rzeczniczka prasowa Ministerstwa Zdrowia Milena Kruszewska.

Wydłużenie terminu na obrót lekami w hurcie było jednym z postulatów przedstawicieli hurtowni farmaceutycznych. W pierwotnej wersji rozporządzenia przewidziano na ten cel 30 dni, podczas gdy branża postuluje wydłużenie tego okresu do roku. Z kolei dla sklepów, które pierwotnie miały mieć 12 miesięcy na dostosowanie się do nowej sytuacji, apelowano o możliwość sprzedaży do momentu wygaśnięcia terminu przydatności preparatu do spożycia. Hurtownicy wnosili również o poszerzenie listy produktów dozwolonych do sprzedaży poza aptekami.

(Zdjęcie: Colour/Bank zdjęć Photogenica)

Magdalena Weiss 3268 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.