Alkohol pod ścisłym nadzorem

Na szczeblu unijnym kiełkuje pomysł ustalenia stałych cen alkoholi. Celem jest ograniczenie spożycia alkoholu i przeciwdziałanie skutkom jego nadużywania. Polski rząd proponuje, aby minimalna cena za pół litra wódki wynosiła 32 zł, a za pół litra piwa - 4 zł.

Artur Habura
Właściciel trzech sklepów Delikatesy Centrum w Solcu Zdroju, Wietrzykowicach i Szczurowej

Grzegorz Wojciechowski
Wraz ze wspólnikiem prowadzi dwa sklepy w Poznaniu (ogólnospożywczy w sieci Livio oraz ze zdrową żywnością) i jeden w Rokietnicy pod szyldem  Delikatesy 34

Ryszard Puchała
Właściciel sześciu sklepów pod szyldem Delikatesy Premium oraz jednego chemicznego. Zlokalizowane są w miejscowościach Markowa oraz Gać


Czy w Polsce alkohol jest tani?
Artur Habura:
Teoretycznie tak. Ceny alkoholu w Polsce należą do najniższych w Unii Europejskiej. Pojęcia „tani” czy „drogi” są jednak względne, dlatego też, aby świadomie stwierdzić, czy dany produkt jest tani, należałoby pokusić się o analizę, ile danego produktu możemy kupić za średnią krajową.

Grzegorz Wojciechowski:
Cena jest na odpowiednim poziomie. Są kraje, w których alkohol jest tańszy, ale są też takie, gdzie jest dużo droższy. U nas jest to więc wypośrodkowane.

Ryszard Puchała:
Absolutnie nie. Alkohol w Polsce wcale nie jest tani w stosunku do naszych zarobków. W krajach
Unii Europejskiej ceny są wyższe, ale w porównaniu z zarobkami alkohol jest tam tańszy. Nawet w Skandynawii, gdzie stawki akcyzy są najwyższe, cena alkoholu w stosunku do zarobków nie jest wysoka dla ludzi tam pracujących.

Czy próby regulacji cen alkoholi mają sens? Czy otwiera to furtkę dla szarej strefy?
A.H.: Propozycja 32 zł za 0,5 l wódki to byłby wzrost o 50 proc., natomiast w przypadku piwa to nawet ponad 100 proc. dla niektórych marek. Trudno przewidzieć, jak planowane podwyżki wpłynęłyby na sprzedaż alkoholu. Mam jednak nadzieję, że do nich nie dojdzie.

G.W.: Myślę, że takie regulacje spowodują, że bardziej rozwinie się szara strefa w obrocie alkoholem oraz, podobnie jak w Szwecji, wiele osób będzie miało w domu własne wytwórnie alkoholu.

R.P.: Projekt na wprowadzenie cen minimalnych uważam za kompletnie nietrafiony. Obecnie szara strefa szacowana jest średnio w Polsce na poziomie 15 proc., ale na ścianie wschodniej z pewnością jest znacznie większa. Wszelkie działania prohibicyjne oraz sztuczne zawyżanie cen to ukłon w stronę szarej strefy. Wpływy do budżetu państwa drastycznie by zmalały.
Autorzy projektu argumentują, że chodzi im o walkę o zdrowie publiczne. Oczywiście, że trzeba chronić zdrowie i zwalczać chorobę alkoholizmu, jednak nie w taki sposób. Równie dobrze można podnieść ceny napojów gazowanych, chipsów czy energetyków, bo sprzyjają otyłości. Jakoś tego nie widzę.

Jak szeroki asortyment alkoholowy oferujecie?
A.H.: Alkohole w sklepie to ok. 10 proc. całej oferty. Podobny udział procentowy ma sprzedaż tej kategorii w ogólnym obrocie. Alkohole w naszych sklepach dzielimy na grupy: mocne, wina, piwa. Asortyment piwa jest mocno uzależniony od regionu, w jakim sklep się znajduje. W każdym jednak są piwa mocne, jasne oraz półka premium.

G.W.: Alkohol w naszych sklepach występuje w bardzo szerokim asortymencie. Wino, wódki, whisky, bourbony, metaksy, likiery, brandy, rumy, dżiny, drinki, piwo to łącznie około 1000 SKU. Wartościowo wódki sprzedajemy dwa razy tyle co win. Natomiast piwa pięć razy tyle co wina.

R.P.: W sklepach spożywczych mamy pełny asortyment alkoholi. Od dłuższego czasu notujemy coraz większą sprzedaż wina oraz piw i wódek smakowych na niekorzyść alkoholi wysokoprocentowych.

Czy ubiegłoroczna podwyżka akcyzy na alkohol spowodowała mniejszą sprzedaż w Waszych sklepach?
A.H.: Różnica w cenie nie była dla klienta na tyle istotna, aby miała wpływ na decyzję o zakupie. Udział procentowy sprzedaży alkoholi pozostał bez zmian.

G.W.: Nie odczuliśmy ubiegłorocznej podwyżki akcyzy w sprzedaży alkoholu. Sprzedaż jest na tym samym poziomie co w poprzednich okresach.

R.P.: Ostatnia podwyżka akcyzy nie wpłynęła znacząco na sprzedaż w naszych sklepach. Podwyżka nie była duża, dodatkowo w hurtowniach długo po wprowadzeniu wyższej stawki akcyzy funkcjonowały „stare” ceny. Przy dobrej gospodarce magazynowej można było korzystać z niższych cen prawie do końca roku.

Czym kierują się klienci Waszych sklepów przy wyborze alkoholu?
A.H.: Przede wszystkim ceną. Duży wpływ mają też aktualne trendy rynkowe oraz pora roku. Latem góruje piwo przed wódką i winem. W zimie zwiększa się sprzedaż alkoholi mocniejszych. Wino w naszym kraju nadal jest produktem niszowym, choć w ostatnich latach udział tej grupy zaczął rosnąć. Kategoria piwa w rachunku całorocznym obecnie jest w stagnacji, co zaskakuje, biorąc pod uwagę dość niskie ceny.

G.W.: Nasi klienci piją coraz więcej alkoholu niskoprocentowego. Odbywa się to kosztem wódek, które tracą najwięcej z alkoholi wysokoprocentowych. Najszybciej rośnie sprzedaż wina, jednak w ujęciu wartościowym to sprzedaż piwa zyskuje u nas najbardziej.
Klienci przy wyborze kierują się przede wszystkim okazją, z jakiej mają wypić alkohol. Następnie biorą pod uwagę cenę. Oczywiście wszelkie promocje alkoholu znacznie zwiększają jego sprzedaż. Wyjątkiem są nowości i marki nieznane kupującym. Podchodzą do nich bardzo ostrożnie i nawet atrakcyjne cenowo nie sprzedają się zbyt dobrze. Nasi klienci preferują znane marki alkoholi.

R.P.: Ostatnio znacznie wzrosła nam sprzedaż win, szczególnie lepszych marek. Większy udział w obrotach zaczęły notować także piwa smakowe oraz napoje spirytusowe smakowe poniżej 38 proc. alkoholu. Zmiany te świadczą o wyższej kulturze spożywania napojów alkoholowych.

Projekt Unii Europejskiej zakłada także ograniczenie liczby sklepów sprzedających alkohol. Czy to dobry kierunek zmian?
A.H.: Nie widzę tutaj żadnego związku przyczynowo-skutkowego. Zmniejszenie liczby sklepów sprzedających alkohol nie wpłynie na jego spożycie. Tak jak mniejsza liczba salonów samochodowych samoczynnie nie obniżyłaby przecież emisji dwutlenku węgla.

G.W.: Ponownie odwołam się do Szwecji, gdzie tylko jedna państwowa sieć sklepów sprzedaje alkohol. Szwedzi lubują się więc w trunkach własnego nielegalnego wyrobu. Państwo przymyka na to oko, gdyż jest to produkcja tylko na własny użytek. Czy to dobry kierunek? Nie sądzę. Jestem przeciwnikiem ograniczenia liczby sklepów sprzedających alkohol. Jest to bardzo ważny asortyment w każdej placówce handlowej.

R.P.: Proponowane ograniczenia liczby punktów sprzedaży do jednego na 1500 mieszkańców jest niepokojące. Naszą dewizą jest zaspokojenie potrzeb klientów w jak najwyższym stopniu pod względem cen oraz dostępności pełnej gamy towarów.
Takie ograniczenie doprowadzi do nierównej konkurencji, a tym samym do jeszcze większej liczby zamykanych sklepów, szczególnie tych mniejszych. Tam alkohol ma największy udział procentowy w sprzedaży.
Rozmawiała Katarzyna Pierzchała

Katarzyna Pierzchała 5264 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.