Wędliny na cześć dziadka

Dwaj wnukowie z Karczewa reaktywowali firmę wędliniarską dziadka. Kiszeczka zaopatruje ponad 40 sklepów na Mazowszu, otwiera też własne placówki.

Podwarszawski Karczew od dawna słynął z wyrobu wędlin. Wiele firm zajmowało się masarstwem, ich właściciele przekazywali doświadczenie z ojca na syna. Jednym z najliczniejszych rodów, istniejącym tu już XVII w., byli Trzaskowscy. Rzeźnikiem był Alojzy Trzaskowski (XIX w.), w jego ślady poszedł Jan Trzaskowski, który w 1936 r. założył masarnię, potem sklep firmowy. II wojna światowa i czasy PRL-u zmusiły właściciela do zaprzestania działalności, sklep przejął lokalny GS.
 
Powrót do tradycji
Decyzją Pawła i Marka, wnuków Jana, w 1989 r. rodzina wróciła do wyrobu wędlin. – Brat ukończył technikum żywności, postanowiliśmy sami stworzyć miejsca pracy dla siebie i innych – wspomina Marek Trzaskowski. – Udało nam się przekonać do pomysłu tatę, wówczas dyrektora technologii w karczewskich zakładach mięsnych. Tata miał opory, bo dziadek ciągle mu powtarzał, że praca na „państwowym” jest najbezpieczniejsza – wspomina.
Początki działalności to odtwarzanie receptur dziadka i dopasowywanie ich do obecnych gustów (np. o połowę obniżyli zawartość soli w wędlinach). Przepisy znaleźli w lokalnym archiwum i rodzinnych zbiorach, nieoceniona była również pamięć taty.
 Bracia intensywnie poszukiwali też dostawców. Z założenia chcieli współpracować tylko z małymi ubojniami. Jeździli po zakładach i papierkiem lakmusowym sprawdzali pH mięsa. – W Polsce panuje przekonanie, że najlepsze mięso jest z Podlasia. Mało kto pamięta, że na Mazowszu też jest wyśmienite – uważa Paweł Trzaskowski.
 Na tyłach domu rodzina wybudowała zakład produkcyjny, potem w okolicy wędzarnię. Ostatnio kupili działkę pod budowę nowej, większej masarni. – Działamy na 120 proc. mocy produkcyjnych. Myślimy o nowych inwestycjach – mówi Marek Trzaskowski.
 W rodzinny biznes włączyła się też mama. Pani Hanna zrezygnowała z pracy w urzędzie miasta i kilkanaście lat temu uruchomiła sklep firmowy. Pracuje w nim do dziś.
 Pozostała jeszcze kwestia wyboru nazwy firmy. – Postanowiliśmy, że będziemy nazywać się Kiszeczka na cześć dziadka Jana, którego z racji wykonywanego zawodu nazywano Kiszeczką – wyjaśnia Trzaskowski.
W Karczewie nazwa ta nikogo nie zdziwiła, właściciele nie słyszeli żadnych niepochlebnych opinii na jej temat. – Nawet jest nam łatwiej z taką swojską nazwą, choć początkowo mocno jej się obawialiśmy – przyznaje Paweł Trzaskowski.

Dwutorowa działalność
Firma opiera się na dwóch filarach: produkcyjnym i handlowym. Podstawą jest produkcja wędlin. Flagowym, opatentowanym produktem, jest kiełbasa Biała Surowa Karczewska. Dużo produkuje też kaszanek, salcesonów, kiełbas, wędzonek oraz szynek. Co i rusz wprowadza nowości, np. parówki cielęce z bazylią czy kiełbaski jagnięce z żurawiną. – Pomysłów mamy dużo, bywa, że dyskutujemy nad nimi do późnych godzin nocnych. Czasem nawet tata interweniuje, gdy nie możemy osiągnąć kompromisu – przyznaje Paweł Trzaskowski.
Eksperymentują nie tylko z recepturami, ale również z nazwami produktów. Wśród klientów nie przyjęła się stara lokalna nazwa bardzo dobrze sprzedającego się produktu – sytocha karczewska. Zmienili więc ją na kiszkę ziemniaczaną.
 Bracia dbają też o wizualną stronę firmy. Wyszukany w internecie Mirosław Antos, grafik projektant z Małopolski, przygotował dla nich m.in. logo, szyld nad sklepem, książeczki o firmie z profesjonalnymi zdjęciami, wygląd karty lojalnościowej.
Chcąc zminimalizować kolejki w swoim sklepie, bracia uruchomili na stronie internetowej Kiszeczki możliwość składania zamówień online. Odbiór już przygotowanych zakupów odbywa się w sklepie, z pominięciem kolejki.
Za pośrednictwem Kiszeczki można też zamówić produkty z rodzinnego zakładu przetwórstwa owoców i warzyw Krokus (np. podgrzybka brunatnego w occie czy powidła brzoskwiniowe). Pawłowi Trzaskowskiemu marzy się jeszcze rozszerzenie oferty o komponujące się z mięsami i wędlinami wina. – W bazie mamy ok. 400 osób – wylicza jego brat. – Teraz klienci namawiają nas, abyśmy dowozili im zamówienia – dodaje.
 
Czas na sklepy
Kiszeczka tworzy też zalążki pod sieć sklepów firmowych. Jesienią br. bracia uruchomili drugi sklep, tym razem na warszawskim Ursynowie. Za stronę wizualną placówki wziął odpowiedzialność zaprzyjaźniony projektant z Małopolski. Są tu rzadko spotykane w sklepach m.in. włoskie lampy wiszące i niemieckie sufitowe oraz blaty z granitu szczotkowanego.
– Nie stawiamy na szybki przyrost liczby naszych sklepów. Liczy się przede wszystkim jakość sprzedawanych produktów i fachowa, miła obsługa – tłumaczy Marek Trzaskowski. – Nie chcemy też, aby nasze własne sklepy konkurowały z placówkami, do których dostarczamy wędliny – dodaje. Tych ostatnich jest ok. 40, w tym kilka sieciowych (eLDe, TopMarket). Wszystkie operują na Mazowszu.
Katarzyna Pierzchała

FIRMA W LICZBACH

KISZECZKA
Powierzchnia zakładu: 300 mkw.
Dzienna produkcja: 1,5 t
Liczba SKU: 50 rodzajów wędlin
Dostawy: województwo mazowieckie
Personel: 22 osoby
Liczba sklepów: 2
Adresy sklepów: Karczew, ul. Żaboklickiego 2 Warszawa, ul. Wąwozowa 36

Katarzyna Pierzchała 5193 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.