Co spędza sen z powiek detalistom?

Spośród zagrożeń czyhających na właścicieli sklepów kradzieże okazują się największym problemem.

Wojciech Śliwa
Właściciel sieci Delikatesy Paleo, która zrzesza pięć sklepów zlokalizowanych w województwie małopolskim. Należy do Grupy Zakupowej Kupiec. 

Ryszard Puchała
Właściciel sześciu sklepów należących do sieci Delikatesy Premium Nasz Sklep. Sklepy zlokalizowane są w miejscowościach Markowa oraz Gać. Mają powierzchnię od 95 do 300 mkw.

Henryk Szram
Prowadzi trzy sklepy w Grudziądzu oraz okolicach. Mają od 200 do 380 mkw. sali sprzedaży. Należą do grupy zakupowej Aura, która zrzesza łącznie 11 sklepów.

Wraz z trzema właścicielami sklepów rozmawiamy o tym, jakie zdarzenia losowe są najgroźniejsze z ich punktu widzenia. Które zdarzają się najczęściej, czy można się przed nimi zabezpieczyć, a jeżeli tak, to w jaki sposób?
 
Zalania, pożary, odcięcia prądu, wypadki – to tylko niektóre zdarzenia losowe, które mogą wydarzyć się w sklepie. Które są nagminne?

Henryk Szram:
Zdecydowanie przerwy w dostawie prądu. Firmy ochroniarskie, z którymi współpracujemy, mają dokładne dane na ten temat. Gdy zobaczyłem, jak częsty jest to przypadek, aż złapałem się za głowę. Na szczęście są to zazwyczaj krótkoterminowe przerwy, więc nie ponosimy z tego tytułu specjalnych strat.

Ryszard Puchała:
Zgadzam się, przerwy w dostawie energii są nagminne i bardzo dokuczliwe.
 
Wojciech Śliwa:
W moim przypadku odcięcia prądu zdarzają się ostatnio rzadziej. Zazwyczaj są to planowe przerwy w dostawie energii, o których jesteśmy zawiadamiani z wyprzedzeniem i możemy się do nich przygotować. Sytuacje awaryjne spowodowane na przykład burzami czy wichurami są sporadyczne.
 
W jaki sposób jesteście przygotowani na wypadek odcięcia prądu?

H.S.: Wszystkie urządzenia elektryczne mają specjalne baterie, które w przypadku odcięcia prądu podtrzymują na jakiś czas ich pracę. Daje to możliwość obsłużenia klientów znajdujących się aktualnie w sklepie. Jeżeli przerwa się wydłuża, sklep trzeba, niestety, zamknąć.

R.P.: Podczas modernizacji naszych sklepów zrobiliśmy dodatkowe instalacje do zasilania agregatem prądotwórczym. To profesjonalny, spalinowy sprzęt, który zabezpiecza dostawy energii dla całego sklepu. Nie musimy wyłączać żadnych urządzeń. Pod tym względem jesteśmy więc w pełni zabezpieczeni.

­­W.Ś.: Mamy agregaty prądotwórcze. Co prawda nie są one w stanie zapewnić wystarczającej ilości energii, ponieważ maksymalny pobór prądu w sklepie może wynieść nawet 100 kilowatów, ale dzięki nim możemy funkcjonować w miarę normalnie. Musimy tylko w takiej sytuacji wyłączyć część chłodni albo klimatyzację.

Czy z powodu odcięcia prądu ponieśliście ostatnio jakieś straty?

H.S.: Towar w zamrażarkach jest w stanie wytrzymać ok. 12-16 godzin, potem nadaje się do wyrzucenia. Oczywiście jesteśmy ubezpieczeni na tę ewentualność. Można próbować dogadywać się również z dostawcą.

R.P.: Nie, ponieważ akumulatory podtrzymują pracę urządzeń przez mniej więcej jedną godzinę. Daje nam to wystarczająco dużo czasu na włączenie agregatów spalinowych.

W.Ś.: W ciągu ostatnich trzech lat nie ponieśliśmy z tego tytułu żadnych strat. Firmy ochroniarskie monitorują spadki napięcia i od razu nas o tym informują. Mamy czas, żeby zareagować. Można przewieźć towar do innego sklepu albo włączyć agregaty. Również w dni ustawowo wolne od pracy pojawiamy się w sklepach i sprawdzamy, czy wszystkie urządzenia działają poprawnie.

Czy poza odcięciem prądu przytrafiły wam się ostatnio jakieś inne zdarzenia losowe?

H.S.: Nad jednym z naszych sklepów znajduje się salon fryzjerski. Pękła jakaś rura i zostaliśmy zalani. Budynek należy jednak do spółdzielni mieszkaniowej, która jest ubezpieczona na taką ewentualność. My również, we własnym zakresie, mamy ubezpieczenie od zalania.

R.P.: Nasze sklepy zlokalizowane są w takich miejscach, że zalanie na szczęście nam nie grozi.

­­­­W.Ś.: Klientka złamała nogę na parkingu. Oczywiście byliśmy ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej, więc poszkodowana dostała odszkodowanie. Uznała je za byt niskie, więc sprawa toczy się dalej. Jak widać, nawet posiadanie ubezpieczenia nie daje nam 100-proc. gwarancji spokoju.

Pozostańmy w temacie ubezpieczeń. Od czego warto się ubezpieczyć, prowadząc sklep?

H.S.: Trzeba dmuchać na zimne, dlatego jestem ubezpieczony w zasadzie na wszelkie ewentualności: wypadki wśród pracowników lub klientów, rozmrożenie towaru, zniszczenie mienia czy włamania i kradzieży. Oddzielne ubezpieczenie mam na sprzęt i wyposażenie sklepu, a oddzielne na asortyment.
 
R.P.: Przyświeca mi maksyma: przezorny zawsze ubezpieczony. Nigdy nie żałowałem wydanych na to pieniędzy. To daje większy spokój.

­­­­W.Ś.: Warto się ubezpieczyć na wszelkie możliwe ewentualności, ale jak już wspomniałem, nawet to nie daje 100-proc. gwarancji spokoju.

Wspomnieliście o kradzieżach i włamaniach. To częsty problem?

H.S.: To zdecydowanie największa plaga. Kradną wszyscy: starzy, młodzi, biedni i bogaci.

R.P.: Włamania i kradzieże spędzają mi sen z powiek. Na większość wypadków losowych można się przygotować, odpowiednio zabezpieczyć, ale w tym przypadku jesteśmy niemal bezradni.

W.Ś.: Złodziejstwo jest największym problemem. Ludzie są pod tym względem bezczelni. To nie jest kwestia głodu czy biedy, ponieważ najczęściej kradną alkohol.

Jak próbujecie z tym walczyć?

H.S.: Mamy umowę z firmą ochroniarską, przyciski antynapadowe, powiadamiamy policję. Dodatkowo, w sklepie o powierzchni ok. 200 mkw. zamontowaliśmy 16 kamer, w tym dwie obrotowe. Uczulam również personel, żeby reagował na każdą próbą kradzieży, nie ważne czy chodzi o 50 groszy czy 50 zł. Dzięki temu udało nam się zmniejszyć ten proceder o ok. 50-70 proc. Problem wciąż jest jednak poważny.
 
R.P.: Mamy monitoring i czujki ruchu, teoretycznie więc obiekt chroniony jest 24 godziny na dobę. Ale złodzieje mają swoje sposoby. Ostatnio okradli mojego kolegę. W dwie minuty wynieśli sporą ilość alkoholu i papierosów. Byli zamaskowani, a samochód miał zakryte numery rejestracyjne. Ciężko będzie wykryć sprawców. Dlatego uczulam personel, żeby nie trzymał całego utargu w kasie, tylko co pewien czas chował go w bezpieczne miejsce. W razie ewentualnego napadu mają jednak nie reagować, zdrowie i bezpieczeństwo jest najważniejsze.

W.Ś.: Za każdym razem wzywamy policję i ochronę. Pracownicy nie powinni szarpać się ze złodziejami. Prawo jest pod tym względem jednak zbyt liberalne. Dzięki monitoringowi udaje nam się nakryć złodzieja, a kilka dni później znowu widzimy go w sklepie. To skandal. Złodzieje często lepiej znają przepisy karne niż prawnicy. Jeszcze większym, choć znacznie rzadszym, problemem są kradzieże wśród pracowników. Trudniej je wykryć i przynoszą niejednokrotnie wyższe straty.

A co z bezpieczeństwem danych w systemach komputerowych?

H.S.: Dane w systemie archiwizują się automatycznie. Dodatkowo zatrudniamy osobę, która kilka razy w roku dodatkowo aktualizuje nam całe oprogramowanie i dba o bezpieczeństwo i dostęp do danych zapisanych na twardych dyskach.

R.P.: Wszystkie sklepy mamy sprzężone w ramach jednego systemu. Przyznaję, że ostatnio się zastanawiałem, jak zabezpieczyć się na wypadek jakiejś awarii systemu czy utraty danych, ale jeszcze nie podjęliśmy w tym kierunku żadnych kroków.

W.Ś.: Dane zapisywane są podwójnie, zarówno na naszym serwerze, jak i serwerze zewnętrznym. W każdej chwili możemy odzyskać wszystkie informacje. Jestem po tym względem spokojny.
Rozmawiał Łukasz Izakowski

Czy dzięki ubezpieczeniu odzyskaliście kiedyś stracone pieniądze?

H.S.: Tak. Zostaliśmy okradzieni na ok. 3 tys. zł. Ubezpieczyciel zwrócił nam całą kwotę. Dodatkowo złodzieje zostali złapani i odzyskaliśmy część towaru.
 
R.P.: Kilka razy dostaliśmy zwrot kosztów poniesionych z tytułu dewastacji sklepu. Jesteśmy ubezpieczeni również na wypadek rabunku na kwotę 20 tys. zł, a budynek jest ubezpieczony zgodnie z jego wartością księgową.
 
W.Ś.: Gdyby nie ubezpieczenie OC, z własnej kieszeni musielibyśmy wypłacić odszkodowanie kobiecie, która złamała nogę na naszym parkingu. A tak zajęła się tym firma ubezpieczeniowa.