Unilever broni się przed niekontrolowanym importem swoich produktów

Michał Mrowiec, dyrektor sprzedaży w Unileverze, zwraca uwagę na niewłaściwe oznakowanie tych produktów.

Problemy mogą mieć mniejsze sklepy, których właściciele zaopatrują się w niewłaściwie oznakowane produkty pochodzące z importu, poza dystrybucją polskiego oddziału koncernu. Produkty te m.in. nie zawierają oznaczeń w języku polskim.

- O sytuacji wiemy z własnych obserwacji. Nasi przedstawiciele handlowi codziennie odwiedzają sklepy w całej Polsce - mówi Michał Mrowiec, dyrektor sprzedaży w firmie Unilever. Dodaje, że odnotowano nawet przypadek, w którym duża sieć handlowa wprowadziła taki produkt do sprzedaży. Podkreśla, że po zapoznaniu się z zagrożeniami dla biznesu, z jakimi wiązał się handel źle oznaczonym produktem, sieć wycofała go z obrotu.

Michał Mrowiec zaznacza, że sprzedaż tych produktów jest bezprawna i może spowodować zablokowanie wyrobu przez Inspekcję Handlową lub Sanitarną oraz nałożenie grzywny. Dla małych punktów sprzedaży może to oznaczać ryzyko utraty obrotów oraz konieczność zapłacenia grzywny. Chodzi m.in. o produkt biobójczy, taki jak płyn czyszcząco-dezynfekujący Domestos 24H, na obrót którego wymagane jest pozwolenie wydane m.in. przez Ministerstwo Zdrowia.

Kolejnym przykładem jest sprowadzana spoza Unii Europejskiej herbata Lipton, która nie ma wymaganych informacji w języku polskim. W takim przypadku PIH również może zablokować jej sprzedaż. Przez swoich przedstawicieli handlowych Unilever dociera do małych detalistów i informuje ich o wymaganiach prawnych, jakie musi spełniać produkt, by mógł trafić do obrotu.

Produkty importowane poza siecią dystrybucji koncernu są zazwyczaj tańsze od tych oferowanych przez Unilevera w Polsce.