Szansą są zmiany

- Polscy producenci powinni bardziej niż do tej pory wspierać rodzimy handel - mówi Marzena Gradecka, założycielka i właścicielka Polskiej Grupy Drogeryjnej, prezes Drogerii Jasmin.

Pełni pani dwie funkcje – zarządza ogólnopolską hurtownią kosmetyczno-chemiczną (PGD) oraz kieruje spółką będącą operatorem sieci własnych i franczyzowych Drogerii Jasmin. Jak z tych obu miejsc widzi pani pozycję rodzimego handlu w branży kosmetyczno-chemicznej?

Grupa PGD działa nie tylko w branży kosmetyczno-chemicznej, ale zajmuje się też dystrybucją oraz handlem detalicznym produktami spożywczymi. Procesy koncentracji zmierzające do monopolizacji występują na całym rynku FMCG. Różna jest ich skala i tempo w zależności od branży. W tym przypadku kosmetyczna bije rekordy z bardzo wysokim, już ponad 30-proc. udziałem prawie monopolisty, jakim jest Rossmann. Jednak zjawiska są tej samej natury w branży zarówno spożywczej, jak i kosmetyczno-chemicznej, a pozycja rodzimego handlu podobna. Stopniowo oddaje on pole ilościowo oraz pod względem udziałów. Nie wiem dlaczego, ale nie podejmuję się prób zbadania rzeczywistego udziału rodzimego handlu w branży FMCG i oceny zagrożeń z tego płynących. Udział ten szacuję na mniej niż 20 proc. Mam na myśli detal niepowiązany czy nieuzależniony w żaden sposób od zagranicznego podmiotu – franczyzodawcy, operatora, zagranicznego funduszu itp. To bardzo niepopularny sposób patrzenia na rynek, jednak nie wątpię, że tak mały udział rodzimego handlu ma kluczowy wpływ na tzw. półkę. Jeśli to, co na niej jest eksponowane, zależy w decydującej mierze od podmiotu zagranicznego, na dodatek dużego, zsieciowanego, krajowy producent jest od niego uzależniony bez względu na to, kto podaje w sklepie towar konsumentowi. W branży drogeryjnej kolejne za liderem największe sieci drogeryjne również związane są z funduszami lub zachodnimi grupami handlowymi. Udział rodzimego handlu kosmetyczno-chemicznego optymistycznie szacuję na kilkanaście procent. Nie jest to więc pozycja, którą można nazwać decydującą. Jednak wciąż należy do niego spory kawałek dużego i rosnącego rynku, na którym wielu polskich detalistów radzi sobie naprawdę dobrze.
 
Co w największym stopniu wpłynęło na tak dużą koncentrację w kanale drogerii?
To wynik wieloletniej dysproporcji w warunkach powstawania i prowadzenia biznesu zagranicznych i rodzimych podmiotów. Przewaga zachodnich konkurentów to efekt m.in. dziesiątek lat istnienia na wielu rynkach i związane z tym wypracowane modele funkcjonowania, sprzyjające im prawodawstwo w wolnej Polsce, wsparcie ze strony Unii Europejskiej z jej agendami, przepaść w warunkach i dostępie do kapitału, umowy zawierane na szczeblu central światowych i wiele innych. Żaden kraj, który prowadzi roztropną długofalową politykę gospodarczą, nie pozwala, szczególnie w kluczowych obszarach gospodarki – a handel do takich należy – na pojawienie się monopolu czy nawet oligopolu, szczególnie obcego. To sytuacja szkodliwa, zwłaszcza w długim okresie, i dla dostawcy, i dla konsumenta. Rossmann jest głównym konkurentem dla tzw. tradycyjnych drogerii zrzeszonych oraz dla działających samodzielnie. Operuje w tym samym segmencie i ofertę kieruje do tego samego konsumenta. Brak jakiejkolwiek ochrony własnego rynku, brak koncepcji jego rozwoju w wolnej Polsce, brak dbałości o lokalny mały i średni handlowy biznes wręcz sprzyjały ekspansji zachodnich sieci z niemiecko-chińskim gigantem na czele. A nie bez powodu żaden bogaty kraj nie pozwala sobie, aby wiodącą rolę na własnym rynku odgrywali zagraniczni operatorzy. Z innej strony prawie wszystkie działające obecnie drogerie powstały po 1990 r. Potrzebowały czasu na nauczenie się branży, zdobycie doświadczenia, mozolne zbieranie kapitału na rozwój itd. Tego czasu im nie dano. W międzyczasie zdarzył się incydent z nieistniejącą już firmą Polbita, która ostatecznie z premedytacją doprowadziła do likwidacji setek najlepszych polskich drogerii, na długie lata zniechęcając nieliczne, którym udało się przetrwać, do jakiejkolwiek formy współpracy i zrzeszania się. To był prawdziwy cios w konieczne w obliczu nadciągającej inwazji zachodniego kapitału procesy konsolidacji.
Obecnie na kondycję branży – poza Rossmannem – znacząco wpływa również rozwój dyskontów z coraz szerszą ofertą kosmetyczną oraz wydzielone drogerie w hiper – i supermarketach.
 
Jakie są perspektywy rodzimego hurtu i detalu w tej branży? Co może wzmocnić ich pozycję?
Nasz rodzimy handel ma się w tych arcytrudnych warunkach całkiem nieźle. Podmiotów, które znają swoich klientów, wiedzą, czego oni oczekują i jak do nich dotrzeć ze skutecznym przekazem, jest coraz więcej. To one stanowią siłę napędową naszej części rynku i coraz śmielej lokalnie rywalizują z zachodnimi operatorami. Dystrybutorzy również rozwijają metody działania. Rynek polaryzuje się i ci, którzy na nim przetrwali, mają co robić. Panuje umiarkowany optymizm. Przydałaby się silniejsza integracja, ale i bez niej najbardziej zdeterminowani radzą sobie. Nasz rynek jest stosunkowo duży i rośnie, więc dla niewielkiej liczby graczy to całkiem interesujący biznes. W odniesieniu do mniejszych podmiotów szansą są nisze, na które dość często nie zwracają uwagi czy też nie koncentrują się na nich najwięksi. Dobra komunikacja na poziomie lokalnym, wykorzystanie mediów społecznościowych i perfekcyjna obsługa stwarzają szansę na odróżnienie się od konkurencji i godziwy zarobek. Trzeba jednak nieustannie śledzić zachowania konsumentów, nowości producentów oraz blogi.
Polscy producenci powinni bardziej niż do tej pory wspierać rodzimy handel. Najsłabszą stroną naszego, przecież silnego przemysłu kosmetycznego jest uzależnienie od wiodących kanałów sprzedaży, czyli tzw. kanałów nowoczesnych. Niestety, od początku transformacji pomagają oni rozwojowi sieci, oferując często ceny niższe i warunki lepsze niż rodzimym firmom dystrybucyjnym. Niektórzy nasi producenci już zrozumieli, że to błąd. Niektórzy grają fair. Dzięki nim branża może się rozwijać. Gdyby nie eksport, wielu krajowych producentów miałoby problemy. Za granicą prawie żadna wiodąca rodzima firma nie próbuje nawet budować pozycji swoich marek. Dla Rossmanna to też nie jest i nigdy nie będzie priorytetem. Z ciekawością obserwuję rozwój sytuacji.
 
Jakie działania podejmuje PGD jako dystrybutor i operator Drogerii Jasmin, które sprzyjają wzrostowi konkurencyjności?
Przede wszystkim mamy Centralny Magazyn Kosmetyczny (CMK) z 10 tys. pozycji, który stanowi bazę logistyczną głównie dla drogerii, w tym Drogerii Jasmin. Ostatnio bardzo wiele uwagi poświęciliśmy asortymentowi. Od początku CMK był platformą dla produktów polskich, w tym bardziej wyszukanych oraz niszowych. W ofercie mamy również wiele takich, które najlepiej sprzedają się przez internet i które reklamują najważniejsze blogerki oraz vlogerki. Wprowadzamy produkty, które odpowiadają na potrzeby konsumentów – naturalne, w dużych pojemnościach. Rozwijamy asortyment do pielęgnacji oraz stylizacji paznokci – to dziś główny trend, który obok nowoczesnego make-upu zdecydowanie sprzyja zwiększaniu sprzedaży w drogeriach.
Drogerie Jasmin działaniami dotyczącymi asortymentu i promocji wzmacniają integrację sieci, zwiększają sprzedaż, przyciągają nowych konsumentów. Ogromnie ważne jest to, że w proces zmian włączyliśmy właścicieli sklepów. To oni śledzą rynek na poziomie lokalnym oraz globalnym – są aktywni, a to ogranicza liczbę nietrafionych decyzji, ułatwia podejmowanie działań osobom zarządzającym siecią.
 
Czy internet może sprzyjać, czy raczej stwarza niebezpieczeństwo dla drogerii?
Prowadzimy sprzedaż przez internet zarówno B2B, jak i B2C. Drugi wariant jest na etapie testów, podczas których sprawdzamy procesy, które w przyszłej sprzedaży mogłyby wpływać na jakość i szybkość serwisu. Testujemy różne strategie i narzędzia komunikacyjne. Nasz plan zakłada stworzenie w niedalekiej przyszłości jednolitej platformy dla drogerii, które wykorzystując efekt synergii, będą mogły realizować efektywną sprzedaż w skali lokalnej, a także ogólnopolskiej. Internet to szansa dla rodzimej części rynku drogeryjnego. Mądre wykorzystanie trendów patriotyzmu konsumenckiego mogłoby pomóc w zbudowaniu solidnej platformy sprzedaży krajowych i niszowych kosmetyków.

Zdjęcie: PGD
 

Barbara Mikusińska 628 Artykuły

Współtwórczyni „Handlu”. Od początku jego istnienia, czyli od 1993 r., redaktor naczelna. Globtroterka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.