Jednym głosem bez GMO

- Jeden wspólny standard i jedno wspólne oznakowanie produktów wolnych od GMO w Polsce - to byłoby idealne i dla nas, i dla handlu, i dla konsumenta - mówi Peter Knauer, dyrektor generalny Hochland Polska.

Polskie mleczarnie, takie jak OSM Piątnica czy SM Mlekpol, zdecydowały się na wykorzystywanie mleka od krów karmionych paszami bez roślin genetycznie modyfikowanych i oznaczają swoje produkty informacją bez GMO. Jakie są plany Hochlandu w tym zakresie?

Od 1 kwietnia br. kupujemy tylko mleko od gospodarstw, gdzie krowy są karmione wyłącznie paszami wolnymi od GMO. To wynik wielomiesięcznej partnerskiej współpracy z naszymi rolnikami. Hochland ma ponad 650 dostawców mleka – więc było to ambitne przedsięwzięcie. Ale my na tym nie poprzestaniemy. Będziemy jako firma przechodzić odpowiednią niezależną certyfikację – i oczywiście związane z tym regularne audyty, aby uzyskać status producenta nieużywającego technik genetycznych.

 Dlaczego Hochland zdecydował się na zakup mleka tylko od dostawców, którzy karmią krowy paszami bez GMO? Jak zwiększy to koszty produkcji?

Jest to przede wszystkim wyjście naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów i konsumentów. Z jednej strony widzimy znaczny wzrost zainteresowania konsumentów kwestiami zdrowej i naturalnej żywności, ich obawy przed różnego rodzaju niezrozumiałymi modyfikacjami czy dodatkami. Dzieje się to z różnym stopniem intensywności na wszystkich rynkach rozwiniętych, w tym również na polskim rynku artykułów spożywczych. Sądzę, że jest to bardzo pożyteczny trend oraz bodziec i dla nas, i dla producentów, i dla handlu, aby wspólnie się zastanawiać, co zrobić, aby nasze produkty były jeszcze bardziej naturalne i świeże, np. poprzez skrócenie łańcucha dostaw wyrobów do klienta. Długie okresy przechowywania są może wygodne dla wszystkich, ale mają zawsze swoją cenę, chociażby w postaci składników konserwujących. 

Z drugiej strony, jak wiele polskich firm mleczarskich, dostarczamy nasze wyroby do klientów międzynarodowych – a tu często standard „GMO free” może być już po prostu „wejściówką”. To właśnie handel dzisiaj z reguły jest pionierem wprowadzenia nowych wymagań i standardów, nawet gdy konsument o nich jeszcze nie myśli. Jeśli np. duże sieci dyskontowe w Niemczech zgłaszają chęć wprowadzenia do obrotu wyrobów mleczarskich, wytworzonych bez użycia technik genetycznych, to należy się spodziewać, że to będzie dotyczyć dość szybko również nas w Polsce. 

Koszt przejścia na pasze bez GMO jest niemały, w dużym stopniu zależy od struktury bazy paszowej rolnika. Powstają też dodatkowe koszty u producentów – segregacji logistycznej, komunikacji lub certyfikacji. A przełożyć te koszty na konsumenta nie jest łatwo. 

 Dlaczego Hochland i inni producenci mleka widzą konieczność sprecyzowania definicji mleka/produktów z mleka bez GMO i ujednolicenia przekazu na ten temat?

Na razie istnieje tylko pierwszy projekt „Ustawy o oznakowaniu produktów wytworzonych bez wykorzystania organizmów genetycznie zmodyfikowanych”, który jest w trakcie dyskusji. Byłoby dobrze, gdyby się udało jak najszybciej określić, wcielić i konsekwentnie egzekwować wspólny standard w tej kwestii, do którego można się odnieść i który jest również zrozumiały dla konsumenta. Inaczej każdy producent określi sobie ten standard sam, wprowadzi logo i zacznie przekonywać, że on i tylko on jest tym najbardziej wolnym od GMO wytwórcą. Jeden wspólny standard i jedno wspólne oznakowanie w Polsce byłoby idealne i dla nas, i dla handlu, i dla konsumenta.

 W jaki sposób branża zamierza budować świadomość konsumentów, czym jest mleko czy produkty bez GMO?

Ta kwestia jest znakomitym zadaniem dla organizacji branżowych, których celem powinno być szybkie ustalenie wspólnych standardów, korzystanie ze wspólnego sposobu oznakowania oraz określenie rozsądnej komunikacji konsumenckiej w tej sprawie. Pionierem wykorzystania i deklarowania mleka od krów karmionych paszami bez GMO na polskim rynku jest OSM Piątnica, która dała świetny przykład wyważonego i rozsądnego podejścia do tematu. Teraz przed całą branżą jest zadanie do wykonania, aby naświetlić konsumentowi temat genetycznej modyfikacji w procesie produkcji żywności w prawidłowy sposób. Na tym polu nie powinniśmy konkurować, ale ściśle współpracować. 

 Jak komunikacja o GMO w paszach dla krów wygląda na Zachodzie, np. w Niemczech?

Na rynku niemieckim komunikacja w sprawie GMO jest klarowna, opiera się na dokładnie zdefiniowanym standardzie „oGT” („ohne Gentechnik”, czyli „bez użycia technik genetycznych”), opracowanym i certyfikowanym przez VLOG (Zjednoczenie dla Artykułów Spożywczych  bez Technik Genetycznych). Jeden standard, jeden znak. Klient i konsument wiedzą, co wybierają. 


 
 

Magdalena Weiss 946 Artykuły

Niepoprawna recydywistka - związana z "Handlem" w latach 1999-2005 i ponownie od 2016 r. Tropi najnowsze trendy na rynku FMCG i zmiany w gospodarce. Amatorka kuchni greckiej i bibliotek publicznych. Mieszka kątem u trzech kotów.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.