Lady GA-GA z Góry Kalwarii

Sklep Grażyny Taraszewskiej z Góry Kalwarii działał już w kilku sieciach. Cztery lata temu znalazła wreszcie w pełni ją zadowalającą. To grupa zakupowa Kupiec, której detalistka jest współzałożycielką.

Jak to zwykle bywa, zaczęło się przypadkiem. Grażyna Taraszewska, ekonomistka, pracowała zgodnie z wykształceniem w Piasecznie, podwarszawskiej miejscowości oddalonej od Góry Kalwarii o 20 km.  
Przedsiębiorczy teść, chcąc ulżyć synowej z dojazdami do pracy, namówił ją na kupno działki pod sklep w atrakcyjnym miejscu Góry Kalwarii, przy jednej z głównych ulic, rzut beretem od domu. – I tak moja przygoda z handlem trwa już ponad 20 lat – wspomina detalistka.
 
Założyli własną sieć
Działka i sklep są współwłasnością pani Grażyny. Początkowo – od 1996 r. – placówka działała w zaadaptowanym parterowym budynku mieszkalnym. Nazwali go Ga-Ga, od pierwszych liter imion pani Taraszewskiej i żony wspólnika (obie Grażyny). Jednocześnie w podwórku uruchomiła mały punkt z artykułami dla zwierząt. 
W 2002 r. partnerzy biznesowi zdecydowali się na rozbudowę głównego budynku. Nie przerywając pracy sklepu spożywczego, obudowali go i dostawili piętro. W takiej formie funkcjonuje do dziś.    
Wewnątrz placówka przeszła jednak wiele zmian. Detaliści stowarzyszali się z kilkoma sieciami. – Byliśmy m.in. w eLDe, ale gdy zauważyliśmy, że chyli się ona ku upadkowi, postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce – tłumaczy Taraszewska. 
 Blisko cztery lata temu wraz z kilkunastoma przedsiębiorcami działającymi w handlu założyli Polską Grupę Zakupową Kupiec, która zrzesza dziś około 200 sklepów (więcej o niej pisaliśmy m.in. w „Handlu” nr 12/2016 – 1/2017).  
– To był bardzo dobry pomysł. Myślę, że nam się udało, bo sklepów wciąż przybywa – uważa detalistka. – Poza tym przyciągamy takie osoby, że czujemy się jak jedna rodzina. Relacje są partnerskie, podobnie jak sposób podejmowania decyzji – podkreśla.
Od kilku lat na fasadzie Ga-Gi wisi więc szyld PGZ Kupiec. – Przynależność do sprawnie zarządzanej grupy zakupowej dała nam nie tylko coraz bardziej rozpoznawalne logo, ale też mnóstwo innych profitów – ujawnia Taraszewska. Ma na myśli m.in. retro od zakupów u producentów/hurtowników, z którymi Grupa ma podpisane umowy centralne.  
– Towar w przeważającej części bierzemy więc z warszawskiej hurtowni Bag-Pol – przyznaje detalistka. Związała się też z piekarnią Oskroba, od której kupuje gotowe pieczywo, ale także to do dopieku. – Klienci bardzo lubią ciepłe pieczywo, więc wstawienie pieca to był strzał w dziesiątkę – mówi Agnieszka Gazda, kierowniczka sklepu.
Okazjonalnie składa zamówienia w Makro na produkty będące w dobrej cenie, np. Coca-Colę, wodę, napoje. 
 
Konkurencja coraz większa 
Jeszcze kilka lat temu Góra Kalwaria była miastem z minimalnym bezrobociem. Potężnym pracodawcami byli m.in. Hortex i jednostka wojskowa. – Ale już ich nie ma. Teraz nasze miasto jest uśpione, młodzi jeżdżą do pracy do Warszawy. Co i rusz powstają jednak nowe sklepy, co, niestety, odczuwamy w naszych obrotach – przyznaje Agnieszka Gazda. 
W bezpośrednim sąsiedztwie Ga-Gi są już Lewiatan, Biedronka, Lidl, kawałek dalej – dwie Żabki, Mila i Tesco. – Kiedyś byliśmy na tym obszarze jedyni. Teraz jesteśmy nieźle obstawieni przez konkurencję, więc szukamy sposobów wyróżnienia się – mówi Grażyna Taraszewska.    
Jednym z pomysłów są więc partnerskie stoiska. Współpraca ze spółką Oskroba zaowocowała dwa lata temu m.in. zaaranżowanym w drewnie działem piekarniczym, przyciągającym wzrok właściwie z każdego miejsca sali sprzedaży, podobnie jak okazałych rozmiarów dział mięsno-wędliniarski, którego partnerem jest firma JBB.  
– Owocami i warzywami nie wygramy z dyskontami. Nie jesteśmy też w stanie konkurować ceną na alkohol. Postawiliśmy więc na artykuły świeże – wymienia kierowniczka sklepu.
 W sklepie Ga-Ga bardzo dobrze sprzedają się więc pieczywo, nabiał oraz mięso-wędliny, choć wędlin coraz mniej. Trend ten szczególnie zauważalny był przed Bożym Narodzeniem. – Jeszcze kilka lat temu klienci składali u nas zamówienia na kilka kilogramów wędlin na święta. Teraz zamówienia też były, ale stanowiły ułamek tego co kiedyś – przyznaje detalistka. 
Mniej sprzedaje się też alkoholi oraz piwa. Po otwarciu Rossmanna w okolicy ograniczeniu uległ dział kosmetyczno-chemiczny. Z niewiadomej przyczyny spadł też popyt na produkty żywnościowe dla małych dzieci. – Jest to dla nas największe zaskoczenie – mówi Agnieszka Gazda. 
Niezmiennie dobrze sprzedaje się za to nabiał, wyeksponowany w robiącym wrażenie kilkumetrowym regale chłodniczym. Dobrze rotują też słodycze oraz karma dla zwierząt. – Klienci przyzwyczaili się do kupowania u nas artykułów dla psów i kotów. Najpierw w sklepiku w podwórku, a potem już w naszym markecie – wyjaśnia Taraszewska. Wzrasta również rola wprowadzonych niedawno produktów marki własnej sieci – Smakko. 
 
Tysiące wydanych kart
Dwa lata temu – w ramach walki z konkurencją – detalistka wprowadziła fotograficzną nawigację po sklepie. W ubiegłym roku, tuż przez Bożym Narodzeniem, na stoisku ze sprzedażą tradycyjną pojawiła się dodatkowa lodówka na sery i ryby. – Nieustannie coś robimy – przyznaje nasza rozmówczyni. – W miarę możliwości staramy się też konkurować cenowo. Szczególnie dobre ceny udaje nam się zaproponować na mięso. Przyciągamy też klientów promocjami, zarówno organizowanymi przez sieć, jak i własnymi – dodaje.
Powodzeniem cieszy się program lojalnościowy OKEYClub, pozostałość po sieci eLDe. Teraz prawa do programu przejęła PGZ Kupiec. System polega na zbieraniu punktów za zakupy, a następnie na wymianie ich na nagrody lub bony. Najczęściej klienci decydują się na bony na kolejne zakupy, choć do wyboru mają też m.in. odkurzacze, walizki, suszarki, klocki Lego, zabawki. Ich zakup finansują właściciele sklepu. 
– Tylko w grudniu zrealizowaliśmy około 140 bonów po 50 zł i blisko 40 o wartości 30 zł każdy. Wydaliśmy na to ponad 8 tys. zł – nie kryje Taraszewska.     
Do tej pory sklep wydał 3 tysiące kart lojalnościowych. Pod koniec grudnia panie zamówiły w firmie Graffmark z Łodzi, która jest organizatorem systemu, kolejne 500 kart. Taka liczba powinna wystarczyć na rok.
– Tak zakładamy, ale jak to będzie, czas pokaże. Handel obecnie jest mało przewidywalny – zauważa detalistka.
 Jednocześnie przyznaje, że ostatnie lata były dla niej dość trudne w prowadzeniu działalności. – Myślałam   nawet o rezygnacji z pracy. Jestem już na emeryturze, mam pięcioro wnucząt, więc nie nudziłabym się – mówi. 
Coś ją jednak przed tym krokiem wstrzymywało. Ostatnio nawet zobaczyła światełko w tunelu. – Jakby się handel wyrównał, uspokoił. Zobaczymy jednak, jak długo potrwa taki stan: do otwarcia kolejnej konkurencji w okolicy czy nowych pomysłów władz – zastanawia się. 
W ub.r. szczególnie dotkliwe dla niej było konkurowanie z nowym Lidlem oraz rządowy program 500+, który poskutkował brakami kadrowymi. Przez pół roku na drzwiach sklepu wisiało ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników i nic. Dosłownie nic, bo nikt się w tym czasie nie zainteresował ofertą. – Pamiętam czasy, kiedy mogłam przebierać w kandydatach do pracy. Mam nadzieję, że nie jest to pieśń przeszłości, bo handel potrzebuje dobrych pracowników. To przecież na nich opierają się relacje z klientami – podkreśla nasza rozmówczyni.        
Wakaty udało jej się obsadzić m.in. panią z Ukrainy, choć formalności było przy tym co niemiara. – Ale jestem zadowolona. I ona również – podsumowuje Taraszewska. 
Katarzyna Pierzchała

SKLEP GA-GA W LICZBACH

Adres: ul. Pijarska 63, 05-530 Góra Kalwaria
Powierzchnia: 300 mkw.
Liczba SKU: 7300
Liczba personelu: 17 os.
Liczba klientów: 900 dziennie
Średnia wartość koszyka: 20 zł

Katarzyna Pierzchała 1174 Artykuły

W „Handlu” od 2004 r. Europę przemierza dla przyjemności, Polskę w poszukiwaniu sklepów wartych uwagi. Zgłębia handel od podszewki. Puzzlomaniaczka.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.